Posty

Wyświetlam posty z etykietą czytampierwszy

„Kraina Martwej Ziemi: Krew i stal”. Bo pisanie fantastyki nie jest rzeczą prostą.

Obraz
Chociaż fantastyka cieszy się niesłabnącą popularnością, wcale nie jest łatwo napisać dobrą książkę reprezentującą ten gatunek. Zwłaszcza stworzenie powieści z nurtu klasycznej fantasy to spore wyzwanie, bo wiele charakterystycznych dla niej motywów już dawno przekroczyło termin zdatności do spożycia, więc trzeba podawać je w coraz bardziej wymyślnych, oryginalnych formach. W przeciwnym wypadku otrzymujemy utwór odtwórczy, wyzuty z wyobraźni — zamiast z niej zrodzony. Jacek Łukawski, autor pierwszego tomu trylogii „Kraina Martwej Ziemi”— „Krwi i stali” odważył się zmierzyć z klasyczną odmianą gatunku. Czy udało mu się stworzyć oryginalny świat i nietuzinkową fabułę, posiłkując się tradycyjnymi motywami?

„Wojny Alchemiczne: Mechaniczny”. Bunt maszyn w steampunkowym wydaniu.

Obraz
Człowiek od zarania dziejów kochał tworzyć. Po dziś dzień z równie wielkim upodobaniem stawia siebie na miejscu istoty boskiej, bo Bóg to przecież stwórca. Uzyskanie sztucznej inteligencji czy życia z samych jego podstawowych, chemicznych komponentów, wciąż stanowi Święty Graal nauki. Co, jeśli ludzkość kiedyś rzeczywiście osiągnie jedną z tych rzeczy? Albo jeśli dokona ich obu — tak jak się stało w alternatywnej Europie z trylogii „Wojny Alchemiczne” Iana Tregillisa?

„Wiatrodziej”, czyli obiecujące rozwinięcie serii

Obraz
Wielu czytelników odnosi się do kontynuacji książek nie tylko z ekscytacją, ale też z pewną dozą nieufności. Sięgając po kolejny tom z serii, chyba zawsze towarzyszy nam lekki niepokój. Bo co, jeśli autor nie utrzymał wcześniej wyznaczonego poziomu lub, nie daj Boże, zawalił na całej linii albo po prostu zepsuł naszego ulubionego bohatera? Niestety zdarza się dość często, że kontynuacje rozczarowują.  Można spotkać jednak naprawdę przyzwoite sequele, takie jak na przykład Wiatrodziej , o którym dziś napiszę kilka słów.

„Prawdodziejka”. Klasyczna fantasy o sile przyjaźni.

Obraz
Dawno już nie miałam okazji zapoznać się z utworem opowiadającym o przyjaźni. Takie historie kojarzą mi się raczej z tymi, z którymi stykałam się w dzieciństwie — np. z serią o Harry'm Potterze czy „Władcą Pierścieni”. „Prawdodziejka” Susan Dennard to książka dla młodzieży, poruszająca właśnie ten temat, chociaż znacznie różniąca się od obu wymienionych tytułów. Dwie młode czarodziejki — Safiya i Iseult — łączy wielka przyjaźń oraz równie ogromny talent do wpadania w kłopoty. Tym razem jednak sprawa okazuje się poważniejsza, a zwykła, uliczna bijatyka przestaje być ostatecznym rozwiązaniem. Dziewczyny, po nieudanym ataku na powóz, muszą uciekać. Sprawa dodatkowo komplikuje się, gdy najmożniejsi w Czaroziemiu dowiadują się o tym, że Safi jest prawdodziejką. Dysponuje ona szczególnie rzadką mocą, która może każdemu z nich dać przewagę nad pozostałymi monarchami. Bohaterki zostają więc wplątane w intrygę polityczną, a jej rozwiązanie może zaważyć na losach Czarozie...

Idealnie nieidealni. „Moja Lady Jane”

Obraz
Gdy zamawiałam „Moją Lady Jane” autorstwa Cynthii Hand, Brodi Ashton oraz Jodi Meadows, nie spodziewałam się czegoś nadzwyczajnego. Wszystko wskazywało na to, że mam do czynienia z kolejną młodzieżową fantasy, która niczym mnie nie zaskoczy. Jeśli jesteście ciekawi tej nowości, która podbiła już serca wielu czytelników, to również mam teraz okazję sklecić na jej temat kilka zdań. Trzy zaprzyjaźnione ze sobą autorki zabierają nas w podróż do XVI-wiecznej Anglii, ale nieco innej niż ta, o której możemy przeczytać w książkach historycznych. Moja Lady Jane to historyczna fantasy, rozgrywająca się w alternatywnej rzeczywistości, w której ludzie dzielą się na dwa rodzaje: tych, którzy posiadają dar przemiany w zwierzę oraz na tych zwyczajnych. Jak łatwo można się domyślić, taki stan rzeczy stwarza wiele napięcia między tymi dwoma grupami. Szesnastoletnia Lady Jane Grey zostaje zmuszona do ślubu z przystojnym, ale niesławnym Lordem Giffordem Dudleyem, a umierający kuzyn, zasiadaj...

Książkowy stos #5

Obraz
Tym razem na mojej półce zagościło wiele „kobiecych” pozycji. Chyba po takiej ich ilości będę potrzebowała odskoku w postaci książek bardziej uniwersalnych, bądź wręcz „męskich” ;) . Nie ukrywam jednak, że każdego z tych tytułów jestem bardzo ciekawa.