Filmowa adaptacja „Chaty”.
Tak jak obiecałam już jakiś czas temu, dziś opowiem Wam o ekranizacji jednej z najważniejszych dla mnie książek. Możecie się więc domyślić, że wybierając się do kina na „Chatę” czułam zarówno radość, jak i lekki niepokój — chyba jak każdy tuż przed obejrzeniem filmu opartego na jego ulubionej powieści. Jak więc moim zdaniem wypadła produkcja, na którą czekałam tak długo? Przypomnijmy może sobie najpierw zarys fabuły (recenzję książki Williama Younga możecie znaleźć tutaj ). Mackenzie Allen Philips jest ojcem trójki dzieci. Ma też wspaniałą, kochającą żonę. Philipsowie są szczęśliwą rodziną, dopóki najmłodsza z córek, Missy, nie zostaje porwana i brutalnie zamordowana. Przez następnych kilka lat Mack nie potrafi uporać się z tą stratą oraz przytłaczającym poczuciem winy, co negatywnie wpływa też na jego relacje z innymi członkami rodziny. Pewnego zimowego dnia znajduje w skrzynce pocztowej list zawierający prośbę o spotkanie w chacie — tej samej, w której prawdopo...