Posty

Wyświetlam posty z etykietą logan: wolverine

Gdy mutanci się starzeją. „Logan: Wolverine”.

Obraz
„Logan: Wolverine” wieńczy filmową trylogię o jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów Marvela. Do kina szłam z myślą, że ten film albo mnie zachwyci, albo będzie bardzo kiepski. Z  jakimi wrażeniami wyszłam z seansu? Cóż, z pewnością nie spodziewałam się odczuć, które zafundowała mi ta produkcja. Akcja najnowszego filmu o Wolverinie rozgrywa się w przyszłości, chociaż niedalekiej. Nastąpił zmierzch ery mutantów. Zostało ich na świecie bardzo niewielu, w dodatku nie rodzą się nowi. Logan starzeje się i jego zdolność do regeneracji spada. Zarabia jako szofer, co ledwo pozwala mu utrzymać siebie oraz, pod względem cielesnym, jeszcze bardziej posuniętego w latach doktora Xaviera. Pewnego dnia spotyka Meksykankę, która błaga go o pomoc w ochronie małej mutantki Laury, której grozi niebezpieczeństwo. Chociaż z niechęcią, Rosomak staje się nowym opiekunem dziewczynki.