Posty

Jeśli sądzicie, że wiecie na temat świata cokolwiek, to mam złą wiadomość. „Nie mamy pojęcia. Przewodnik po nieznanym wszechświecie”.

Obraz
Słynna maksyma „Wiem, że nic nie wiem” mogłaby stanowić motto książki Jorge'a Chama i Daniela Whitesona. „Nie mamy pojęcia. Przewodnik po nieznanym wszechświecie.”to publikacja popularnonaukowa, która ma za zadanie uświadomić nam ogrom naszej... niewiedzy. Nie, nie przesłyszeliście się. Chociaż wydawać by się mogło, że człowiek współczesny znalazł już odpowiedzi na większość nurtujących go pytań, tak naprawdę takie przekonanie jest całkowicie błędne. Nie wierzycie? Zajrzyjcie do tej książki.

„Trzy po 33”, czyli język polski z innej perspektywy

Obraz
Zastanawiacie się czasami nad pochodzeniem słów, których używamy? Szukacie znaczenia dziwnie brzmiących sformułowań w słownikach? A może nawet analizujecie ich historię i wcześniejsze zastosowania? Nawet, jeśli na co dzień nie zwracacie uwagi na tak oczywisty element życia, z pewnością zauważyliście, że żywy język ewoluuje w szybkim tempie. Autorzy zbioru felietonów pod tytułem „Trzy po 33” pochylają się nad ciekawymi zjawiskami, które ostatnio mają miejsce w polszczyźnie.

„Wojny Alchemiczne: Mechaniczny”. Bunt maszyn w steampunkowym wydaniu.

Obraz
Człowiek od zarania dziejów kochał tworzyć. Po dziś dzień z równie wielkim upodobaniem stawia siebie na miejscu istoty boskiej, bo Bóg to przecież stwórca. Uzyskanie sztucznej inteligencji czy życia z samych jego podstawowych, chemicznych komponentów, wciąż stanowi Święty Graal nauki. Co, jeśli ludzkość kiedyś rzeczywiście osiągnie jedną z tych rzeczy? Albo jeśli dokona ich obu — tak jak się stało w alternatywnej Europie z trylogii „Wojny Alchemiczne” Iana Tregillisa?


„Wiatrodziej”, czyli obiecujące rozwinięcie serii

Obraz
Wielu czytelników odnosi się do kontynuacji książek nie tylko z ekscytacją, ale też z pewną dozą nieufności. Sięgając po kolejny tom z serii, chyba zawsze towarzyszy nam lekki niepokój. Bo co, jeśli autor nie utrzymał wcześniej wyznaczonego poziomu lub, nie daj Boże, zawalił na całej linii albo po prostu zepsuł naszego ulubionego bohatera? Niestety zdarza się dość często, że kontynuacje rozczarowują. 

Można spotkać jednak naprawdę przyzwoite sequele, takie jak na przykład Wiatrodziej, o którym dziś napiszę kilka słów.

Książkowy stos #7

Obraz
A oto co będę czytać (i o czym pisać) w najbliższym czasie. Ciekawi? Ja bardzo.


Dzisiejszy stosik miał wyglądać nieco inaczej. Z pewnych względów nie udało mi się zdobyć wszystkich książek, które chciałam. Skompletowanie niektórych tytułów pewnie zajmie mi jeszcze trochę czasu, zwłaszcza, że jedna z pozycji wydaje się póki co niedostępna na rynku. Poniższe są jednak nie mniej interesujące.

Miłość niejedno ma imię. „We dwoje” Nicholasa Sparksa.

Obraz
Trudno przynajmniej nie kojarzyć nazwiska Nicholasa Sparksa. Bestsellery jego autorstwa doczekały się licznych adaptacji filmowych, a o nim samym wciąż szeroko rozpisuje się blogosfera, zwłaszcza ta jej część lubiąca romanse. Na swoje pierwsze spotkanie z tym autorem wybrałam jego najnowszą powieść „We dwoje”, która mimo tytułu, jest powieścią obyczajową. 
Zaintrygował mnie opis fabuły, który możemy znaleźć na rewersie okładki. Mówi on o mężczyźnie, który nagle staje się samotnym ojcem pięcioletniej dziewczynki. Russela Greena poznajemy jako męża i ojca, pracującego w agencji reklamowej. Jego życie wygląda zupełnie zwyczajnie. Stara się jak najlepiej odgrywać rolę rodzica, pracownika i kochanka. Pewnego dnia okazuje się jednak, że to przestaje wystarczyć. Jego żona z niewiadomych mu jeszcze przyczyn staje się oschła i toksyczna, zrzuca na niego winę za każde ich niepowodzenie jako pary czy rodziny, aż w końcu go zostawia. Na domiar złego, Russ zmuszony jest założyć własną agencję rekla…

„Książę Ciemności: Ciężko być najmłodszym”. To uczucie, gdy uciekasz z domu do szkoły, zamiast ze szkoły do domu.

Obraz
Nie trzeba być szczególnie wielkim fanem fantasy, aby patrząc na śliczną okładkę pierwszego tomu trylogii „Książę Ciemności”, zatytułowaną „Ciężko być najmłodszym”, wziąć ją za kolejną ładnie wydaną, ale denną młodzieżówkę. Już sam tytuł serii może skłaniać do wniosku, że powieść Kseni Basztowej i Wiktorii Iwanowej to literacki potworek z niższej półki, przeznaczony raczej dla leniwych intelektualnie czytelników i opierający się na banalnych schematach. Czy jednak rzeczywiście tę pozycję lepiej odrzucić za samą jej zewnętrzną powłokę? 
Wcześniej nawet nie zapoznałam się z żadną jej recenzją. Dlaczego więc ją przeczytałaś, zapytacie. Z prostego powodu: przykuła moją uwagę. Tak, tą śliczną okładką właśnie. Zapoznawszy się z opisem, który zapowiadał komedię zamiast potraktowanego na serio high fantasy, coś mi powiedziało, że być może szata graficzna nie jest wcale najlepszym, co książka ma do zaoferowania (zwłaszcza po bardzo zaskakującym spotkaniu z Moją Lady Jane, o której możecie przec…