„Kraina Martwej Ziemi: Krew i stal”. Bo pisanie fantastyki nie jest rzeczą prostą.
Chociaż fantastyka cieszy się niesłabnącą popularnością, wcale nie jest łatwo napisać dobrą książkę reprezentującą ten gatunek. Zwłaszcza stworzenie powieści z nurtu klasycznej fantasy to spore wyzwanie, bo wiele charakterystycznych dla niej motywów już dawno przekroczyło termin zdatności do spożycia, więc trzeba podawać je w coraz bardziej wymyślnych, oryginalnych formach. W przeciwnym wypadku otrzymujemy utwór odtwórczy, wyzuty z wyobraźni — zamiast z niej zrodzony. Jacek Łukawski, autor pierwszego tomu trylogii „Kraina Martwej Ziemi”— „Krwi i stali” odważył się zmierzyć z klasyczną odmianą gatunku. Czy udało mu się stworzyć oryginalny świat i nietuzinkową fabułę, posiłkując się tradycyjnymi motywami?