Posty

Wyświetlam posty z etykietą komedia

Coś takiego mógł napisać tylko Polak. „Kartoflada”.

Obraz
„Kartoflada” to jedna z najosobliwszych książek, jakie przeczytałam od... no cóż, od dawna. Tomasz Piątek nie szczędzi w niej ironii, czarnego humoru, groteski czy po prostu różnego rodzaju kuriozów. Co jednak rzeczywiście czyni tę powieść wyróżniającą się spośród innych?

„Książę Ciemności: Ciężko być najmłodszym”. To uczucie, gdy uciekasz z domu do szkoły, zamiast ze szkoły do domu.

Obraz
Nie trzeba być szczególnie wielkim fanem fantasy, aby patrząc na śliczną okładkę pierwszego tomu trylogii „Książę Ciemności”, zatytułowaną „Ciężko być najmłodszym”, wziąć ją za kolejną ładnie wydaną, ale denną młodzieżówkę. Już sam tytuł serii może skłaniać do wniosku, że powieść Kseni Basztowej i Wiktorii Iwanowej to literacki potworek z niższej półki, przeznaczony raczej dla leniwych intelektualnie czytelników i opierający się na banalnych schematach. Czy jednak rzeczywiście tę pozycję lepiej odrzucić za samą jej zewnętrzną powłokę?  Wcześniej nawet nie zapoznałam się z żadną jej recenzją. Dlaczego więc ją przeczytałaś, zapytacie. Z prostego powodu: przykuła moją uwagę. Tak, tą śliczną okładką właśnie. Zapoznawszy się z opisem, który zapowiadał komedię zamiast potraktowanego na serio high fantasy, coś mi powiedziało, że być może szata graficzna nie jest wcale najlepszym, co książka ma do zaoferowania (zwłaszcza po bardzo zaskakującym spotkaniu z Moją Lady Jane , o któr...

Idealnie nieidealni. „Moja Lady Jane”

Obraz
Gdy zamawiałam „Moją Lady Jane” autorstwa Cynthii Hand, Brodi Ashton oraz Jodi Meadows, nie spodziewałam się czegoś nadzwyczajnego. Wszystko wskazywało na to, że mam do czynienia z kolejną młodzieżową fantasy, która niczym mnie nie zaskoczy. Jeśli jesteście ciekawi tej nowości, która podbiła już serca wielu czytelników, to również mam teraz okazję sklecić na jej temat kilka zdań. Trzy zaprzyjaźnione ze sobą autorki zabierają nas w podróż do XVI-wiecznej Anglii, ale nieco innej niż ta, o której możemy przeczytać w książkach historycznych. Moja Lady Jane to historyczna fantasy, rozgrywająca się w alternatywnej rzeczywistości, w której ludzie dzielą się na dwa rodzaje: tych, którzy posiadają dar przemiany w zwierzę oraz na tych zwyczajnych. Jak łatwo można się domyślić, taki stan rzeczy stwarza wiele napięcia między tymi dwoma grupami. Szesnastoletnia Lady Jane Grey zostaje zmuszona do ślubu z przystojnym, ale niesławnym Lordem Giffordem Dudleyem, a umierający kuzyn, zasiadaj...

„Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara”. Kultowa seria w nowej odsłonie.

Obraz
Słysząc po raz pierwszy o pojawieniu się najnowszej części „Piratów z Karaibów”, „Zemsty Salazara” z miejsca obiecałam sobie, że pójdę do kina. Nie miałam wielkich oczekiwań, tym bardziej, że nawet nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać, bo chociaż trzy pierwsze części były świetne, to czwarta podobno (podobno, gdyż w końcu jej nie obejrzałam) okazała się bardzo rozczarowująca. Miałam jedynie nadzieję, że „Zemsta Salazara” zachowa klimat pierwszych filmów i nie zanudzi mnie na śmierć. Nie nastawiałam się na nic wielkiego, lecz po prostu na miły wieczór w kinie i trochę Orlanda Blooma (tak, cóż, mam słabość do tego aktora, co zrobić). Oczywiste było, że kapitan Jack Sparrow jak zwykle zgarnie wszystkie najlepsze sceny i rozbawi mnie do łez, więc o to się nie martwiłam. Jakie wrażenie wywarł na mnie ten seans?

Czarownice kontra wampiry. „Carpe jugulum”.

Obraz
Wiedźmy, wampiry, potężna dawka humoru, akcji oraz ironii — tak można w dużym skrócie opisać powieść Terry'ego Pratchetta zatytułowaną chwytliwie „Carpe Jugulum”. Jedna z wielu opowieści osadzonych w słynnym uniwersum „Świata Dysku” jest pierwszą, w której wampiry stanowią temat przewodni. Terry Pratchett to twórca, który zdążył już zająć stałe miejsce w kanonie powieści fantasy. Jak to często bywa z autorami jego pokroju, jego czytelnicy dzielą się zazwyczaj na dwa rodzaje: tych, którzy jego twórczość ubóstwiają, a także na tych, którzy jej nie cierpią. Nie ulega jednak wątpliwości, że Świat Dysku , chociaż ma już swoje lata, wciąż cieszy się wielką popularnością wśród miłośników fantastyki. Biję się w pierś ze wstydem, gdyż chociaż o tym panu od dawna wiele słyszałam, dopiero teraz sięgnęłam po jego twórczość. Powinnam zrobić to już wcześniej głównie z powodu wkładu Pratchetta do gatunku, jakim jest fantastyka, bez względu na to, czy przypadnie mi do gustu. Właśnie troch...

Przeskoczmy o dwanaście lat do przodu. „Bridget Jones 3”.

Obraz
Trudno nie zauważyć wielkiego powrotu klasyków i pozycji kultowych jaki pojawił się w ostatnim czasie. Nowe odsłony starych tytułów prezentują się raz lepiej, a raz gorzej, ale nie ulega wątpliwości, że trend ten trwa w najlepsze. I nie dotyczy to jedynie „Gwiezdnych Wojen”, „Parku Jurajskiego”, „Harry'ego Pottera” i innych ikon fantastyki. Zaledwie kilka miesięcy temu na srebrnym ekranie pojawił się nowy film opowiadający o przygodach przezabawnej Brytyjki, Bridget Jones.

„Doctor Strange” czyli filozofia Wschodu po marvelowsku

Obraz
„Doctor Strange” to jeden z tych filmów, po którym sporo się spodziewałam. Wystarczyło obejrzeć trailer i jako tako orientować się w historii tytułowego bohatera, aby nabrać wygórowanych oczekiwań. W dodatku w roli głównej występuje Benedict Cumberbatch. Jak więc miałabym nie pojawić się w kinie, gdy potencjalnie tak dobry film wyświetlano już na jego ekranach? Ale czy rzeczywiście warto było go obejrzeć?

„Z każdego dołka można wyjść” czyli „Siedem rzeczy, których nie wiecie o facetach”

Obraz
Zazwyczaj nowe, polskie, mainstreamowe filmy mi się nie podobają. A zwłaszcza komedie. Wszędzie ta sama obsada, zżynanie tego, co w Stanach Zjednoczonych było modne dwadzieścia lat temu, beznadziejny operator kamery (bo co kto lepszy u nas woli robić karierę przy takich produkcjach, jak choćby „Piraci z Karaibów”, a nie w jakimś tam podrzędnym, środkowoeuropejskim kinie) suche poczucie humoru i wciąż od nowa wałkowana, przewidywalna fabuła. Ale na „Siedem rzeczy, których nie wiecie o facetach” przyciągnął mnie... tytuł. Nie zalatywało kolejną, debilną komedią romantyczną, a obiecywało coś nowego, jakieś nowe spojrzenie, nowy typ historii.

„Deadpool”, czyli Marvel wersja hard

Obraz
Były żołnierz, Wade Wilson, dowiaduje się, że dopadł go złośliwy nowotwór. Przekonany, że choroba go zabije, w desperacji zgadza się na przeprowadzenie zabiegu, który ma nie tylko całkowicie go wyleczyć, ale nadać jego ciału niesamowite właściwości, takie jak nieśmiertelność i nadludzka siła. Brzmi znajomo? Wiele opowieści o superbohaterach zaczyna się mniej więcej w ten sposób. Ale „Deadpool” to nie jest typowa, marvelowska produkcja. To groteskowa, czarna komedia obiecująca prawdziwą jazdę bez trzymanki, ociekająca ironią, obsceną i brutalnością. To jedna wielka parodia kina superbohaterskiego, która łamie wszelkie zasady, a swoją szczerością powala na kolana.