Posty

Wyświetlam posty z etykietą naomi novik

Żadnych postępów. „Temeraire: Wojna prochowa”.

Obraz
Książki z serii „Temeraire” zaliczały się dla mnie do tej pory w pewnym sensie do guilty pleasure. Chociaż byłam świadoma wielu niedociągnięć, które się w nich pojawiły, nieszczególnie mi one przeszkadzały, a o wiele więcej rzeczy bardzo przypadło mi do gustu. Teraz jednak zastanawiam się, jak długo jeszcze będę mogła cieszyć się czymś, co praktycznie wcale nie idzie do przodu. Właściwie, jeśli pisarz tworzy powieści na pewnym poziomie, brak postępów w opanowaniu warsztatu nie przeszkadza wcale aż tak bardzo. Gorzej, jeśli zaczyna pisać słabiej, niż do tej pory. W przypadku Naomi Novik, która debiutowała cyklem o Temerairze, od początku pełnym dość widocznych błędów, spadek formy po prostu musiał doprowadzić do kompletnej klapy.

Nawet smok musi poszerzać horyzonty. „Temeraire: Nefrytowy tron”.

Obraz
Za drugą część cyklu „Temeraire” Naomi Novik, „Nefrytowy tron”, zabierałam się ze sporą rezerwą, nie chcąc zbytnio rozczarować się tym, co przeczytam. W końcu, chociaż część pierwsza — „Smok jego królewskiej mości” — spodobała mi się, nie wykracza ona ponad niezobowiązującą rozrywkę i nie jest wolna od wad. Co do samej kontynuacji, miałam kilka konkretnych obaw. Jeśli macie ochotę, to recenzja Smoka Jego Królewskiej Mości znajduje się tutaj . A na razie pora odpowiedzieć sobie na pytanie, jak prezentuje się Nefrytowy tron. Zapraszam do lektury.

„Temeraire: Smok jego królewskiej mości”. Angielski dżentelmen i jego skrzydlaty przyjaciel.

Obraz
„Smok jego królewskiej mości” przyciągnął mnie do siebie już samym tytułem. Opis na rewersie okładki, choć wydawał się trochę mało poważny, też mnie kupił — Korpus Powietrzny Brytyjskiej Jednostki Smoków może brzmi dość śmiesznie, ale nauczyłam się nie ufać rewersom, a poza tym obiecywał epicką powieść z lataniem na smokach w roli głównej, czyli coś, co zawsze jest fajne. Tak więc zamiast z „Osobliwym domem Pani Peregrine” wyszłam z Empika z tą oto powieścią, próbując hamować cholernie dobre przeczucia.