Artyści w krainie cesarza Tyberiusza. „Polacy na Capri”.



Wakacje szkolne skończyły się dosłownie kilka dni temu i chociaż studenci ze swoich mogą korzystać jeszcze przez prawie cały miesiąc, nie da się ukryć, że lato zbliża się niestety do swego kresu. Co warto przeczytać w ciągu tych ostatnich tygodni i przy okazji trochę wydłużyć uczucie ciepłych promieni słońca padających na skórę? Książka Józefa Dużyka, „Polacy na Capri” z pewnością się do tego nadaje.
Polacy na Capri to zbiór świadectw polskich podróżników, a w szczególności literatów i artystów, dotyczących ich pobytu na tej sławnej, włoskiej wyspie, opatrzony szerokim komentarzem samego autora książki, który również ten zakątek świata niegdyś odwiedził. Dużyk przytacza fragmenty listów, artykułów, dzieł literackich — w tym również wierszy — oraz biografii poszczególnych osób, odnoszących się w jakiś sposób do Capri i związanych z nią wspomnień i wrażeń. Stara się jak najszerzej w pojedynczym tomie zarysować ten fragment historii wyspy, w którym uczestniczą Polacy oraz wskazać na to, w jaki sposób zapisała się ona w naszej świadomości, sztuce i literaturze narodowej. Portretuje osobistości naprawdę różnorodne: od zapomnianego i bardzo niedocenionego przez rodaków malarza, Jana Styki, poprzez Marię Kuncewiczową i na Gustawie Herlingu-Grudzińskim kończąc. Oczywiście, swoją opowieść zaczyna od historyczno-kulturalnego opisu Capri, pokrótce przytaczając jej dzieje, które sięgają czasów starożytnych. Szeroko rozpisuje się o postaci cesarza Tyberiusza, który chociaż odcisnął na historii wyspy własne ponure piętno, już na zawsze pozostał jej makabryczną, acz legendarną ikoną.

Z pewnym trudem przychodzi mi napisanie czegoś konkretnego na temat publikacji Dużyka, głównie dlatego, że ciężko mi jakoś ją sobie sklasyfikować. Książka oscyluje gdzieś pomiędzy literaturą podróżniczą, historyczną oraz zbiorem anegdot i esejów. Sam autor raczej nie opisuje swoich wrażeń z pobytu na wyspie, lub robi to bardzo lakonicznie. Głos oddaje wszystkim innym podróżnikom, o których pisze.
Zaskoczył mnie przede wszystkim gawędziarski, lekki i przejrzysty styl autora. Spodziewałam się pióra nieco trudniejszego, o bardziej akademickim charakterze. Tymczasem Polaków na Capri czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Książka z pewnych względów co prawda przypominała mi jedną z tych, które zadawano mi na studiach w ramach lektur obowiązkowych, jednak jest ona na tyle wciągająca, że to wrażenie jedynie gdzieś tam mi majaczyło i nie przeszkadzało w odbiorze. Nie trzeba zatem obawiać się, że pozycja okaże się zbyt ciężka lub, cokolwiek miałoby to znaczyć, „bezduszna”. Momentami wręcz to, w jaki sposób została skonstruowana, przywodziło mi na myśl sposób narracji w serialach dokumentalnych — sympatyczny, spójny i klarowny; zrozumiały dla każdego. Nie oznacza to jednak, że styl Dużyka jest jakiś prostacki lub przeciętny. Poza tym, że używa przystępnego języka, dba o formę swojego tekstu, który jest napisany naprawdę bardzo dobrze. Wielce plastyczny i w jakiś sposób „żywy”, bo czuć w nim samego autora.
Nie można też książki Dużyka określić jako nudnej. Autor potrafi zainteresować tematem, przytaczając różne anegdoty i konstruując pełne uroku opisy. Spodziewałam się w każdym razie o wiele mniejszego zaangażowania z mojej, czyli czytelnika, strony. Okazało się jednak, że z zainteresowaniem wczytywałam się w historie przeróżnych ludzi, którzy odwiedzili to miejsce i zostawili na nim swój ślad, lub to ono jakoś wpłynęło na nich i ich twórczość.
Niemniejszą rolę gra wyspa sama w sobie. Capri ukazywana jest tu jako raj dla artystów i pisarzy ściągających na nią tłumnie ze wszystkich stron świata. Jej krajobrazy opisywane na kartach książki wręcz się widzi, bo Dużyk ma dar pobudzania wyobraźni. W zaprezentowanych relacjach wyspa jawi się wprost jako najpiękniejsze miejsce na ziemi, a wrażenia z pobytu na niej pozostają w ludziach do końca życia. W większości przypadków piękno tego miejsca ukazywane jest jako wręcz porażające. Tylko kilka opisów brzmi chłodno, jakby Capri nie wywarła na ich autorach większego wrażenia. Jednocześnie zdaje się, że stała się małą stolicą sztuki, miejscem, do którego artyści do tej pory udają się w poszukiwaniu wielkich duchowych przeżyć i inspiracji i w którym wciąż żyją liczne cienie przeszłości.
Książka została podzielona na rozdziały, z których większość to dosyć krótkie, raptem kilkustronicowe teksty. Dłuższe z nich znajdziemy jedynie na początku. Wydaje mi się to trochę nieproporcjonalne, zwłaszcza, że np. ten wprowadzający ma naprawdę, szczególnie w stosunku do pozostałych, pokaźną objętość. Brak jakichś podtytułów wewnątrz sprawiał, że zróżnicowana tematycznie treść w końcu zaczynała mi się zlewać i kilkukrotnie łapałam się na tym, że nie pamiętam, o czym przeczytałam ostatnią stronę. To już jednak czepianie się i przy okazji przyznawanie do nie dość uważnego czytania. Nie ukrywam jednak, że jakieś podzielenie treści naprawdę pomogłoby uporządkować przyswajane informacje w głowie, a przynajmniej w mojej. Biorąc jednak pod uwagę, że jest to esej, nie mam w ogóle zamiaru tego w jakiś sposób potępiać (nie czuję się z resztą na tyle kompetentna; to tylko skromne uwagi trochę nieogarniętej czytelniczki).
Publikacja została wzbogacona o liczne fotografie, czasami nawet te z dawnych widokówek lub szkice. Szkoda, że wszystkie są czarno-białe i naprawdę niewiele na nich widać. Rozumiem jednak, że Dużyk pisał Polaków na Capri już dość dawno i zapewne to najlepsze, na co mógł sobie w tamtych czasach pozwolić.
Nawet się nie obejrzałam a zorientowałam się, że w trakcie lektury dowiedziałam się wielu nowych rzeczy, co stanowi jej kolejny walor. O ile portretowane osobistości okazywały się mniej lub bardziej interesujące, to wyspa sama w sobie jak i jej bogata historia są naprawdę ciekawe.
Nie wiem, jak długo w pamięci pozostanie mi książka Józefa Dużyka, ale z pewnością w mojej wyobraźni utkwiły słoneczne, kolorowe krajobrazy Capri. Publikację polecam miłośnikom historii, Włoch oraz literatury podróżniczej a także tym wszystkim, którzy lubią ciekawe historie. Ja dopisuję Capri i zjawiskową Lazurową Grotę do swojej listy podróżniczych marzeń, chociaż obawiam się, że dzisiejsze tłumy turystów odbierają częściowo ich urok.
Isleen

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Rozumiem, chociaż sama przed przeczytaniem miałam podobne wrażenie ;)

      Usuń
  2. A ja chętnie bym się z nią zapoznała, może jeszcze nie teraz, kiedy stos książek czeka, ale za jakiś czas, jak najbardziej tak. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze się orientuję, myślę, że może Ci się spodobać :)

      Usuń
    2. Przypuszczam, że tak, dlatego dopisałam ją do czytelniczej listy. :)

      Usuń
  3. Brzmi absolutnie czarująco i urzekająco, ale artystyczne tony w takich ilościach chyba by mnie jednak zagięły. :D Dobrze, że złapałaś trochę książkowych promieni słońca, bo mam wrażenie, że wrzesień zalał nas deszczem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że słońce pokaże się jeszcze chociaż jeden raz na naszym polskim podwórku w tym roku! Co do samej książki to przyznam, że o wiele bardziej interesowała mnie wyspa sama w sobie niż ludzie, którzy ją odwiedzili ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie. :) Każdy komentarz satysfakcjonuje.

Pamiętaj jednak, że natychmiast usuwam spam i wszelkie wypowiedzi naruszające zasady netykiety.

Popularne posty z tego bloga

„Dragon Age: Inkwizycja — Zstąpienie”. Wracamy na Głębokie Ścieżki.

„Księgi skór: Tusz”. Książka z potencjałem — czy wykorzystanym?

Książkowy stos #11

„Seria królewska: Przeklęty książę”. O księciu bardziej głupim, niż przeklętym.

Pozycja obowiązkowa dla rodziców. „W głowie się nie mieści”.