Posty

Wyświetlam posty z etykietą maja lidia kossakowska

„Bramy Światłości” — tom 2. Kossakowska nie w formie.

Obraz
„Zastępy anielskie” to jeden z moich ulubionych cyklów fantasy. Maja Lidia Kossakowska wypełniła go całą masą świetnych postaci, genialną fabułą, humorem i akcją. Stworzyła jedyny w swoim rodzaju świat, a powieści zawsze kończyła jakąś puentą. Losy Daimona Freya są z resztą już szerzej znane pośród czytelników polskiej fantastyki. Kossakowska po kilku latach przerwy wróciła do swojego anielskiego uniwersum z Bramami Światłości. Moją opinię o tomie pierwszym, który ukazał się w styczniu ubiegłego roku, możecie przeczytać tutaj . Dziś zaś chciałabym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat drugiego.

„Bramy Światłości" — tom 1. Kontynuacja genialnej serii.

Obraz
Ci, którzy śledzą bloga od dłuższego czasu wiedzą, że „Zastępy Anielskie” polskiej autorki fantasy, Mai Lidii Kossakowskiej, darzę miłością szczerą i silną. Dlatego bardzo ucieszyłam się na wieść, że przygody Daimona Freya i reszty ekipy tuż po nowym roku doczekają się kontynuacji. Mimo wszystko pamiętałam, że serie mają to do siebie, iż któraś część zazwyczaj wypada słabiej, dlatego obawiałam się, że pierwszy tom „Bram Światłości” może nie przynieść wyczekiwanej satysfakcji. Ta recenzja ukazałaby się dużo wcześniej (w końcu w swój egzemplarz Bram Światłości zaopatrzyłam się chyba w dzień premiery albo jeden po, czyli w styczniu) gdyby nie natłok różnych innych zobowiązań (które z resztą, jak zapewne zauważyliście, nie pozwoliły mi nawet prowadzić bloga w ostatnim czasie).

„Upiór Południa. Burzowe Kocię”. Weteran w krainie łysych królików.

Obraz
Wielokrotnie już podkreślałam, że uwielbiam książki Mai Lidii Kossakowskiej. To jedna z tych autorek, której egzemplarze muszę kupić, jeśli mam je przeczytać. Po mikropowieść z serii „Upiór Południa” zatytułowaną „Burzowe Kocię” sięgnęłam prawie w ciemno — również dlatego, że opis na rewersie okładki, chociaż sugestywny i zachęcający, to jednak bardzo niewiele o niej mówi.

„Siewca Wiatru”, czyli o żywocie niebiańskiego żołdaka.

Obraz
Jak na anielskie wojsko przystało, klną, piją, palą, awanturują się w szemranych knajpach i regularnie odwiedzają przybytki tylko dla dorosłych. Ich przywódcy po zniknięciu Najwyższego błądzą jak dzieci we mgle i niepewni jutra muszą udawać, że wszystko jest na swoim miejscu. Najniższymi w hierarchii wszyscy pomiatają, to przecież normalne. Każdy z tego anielskiego towarzystwa może mieć skłonności do arogancji, megalomani i okrucieństwa. Nieskazitelnie białe skrzydła pozostają już tylko bajeranckie, a aureole dawno temu wylądowały w szkatułkach z ładną biżuterią, jeśli w ogóle ktoś kiedyś takowy artefakt posiadał.