Tam, gdzie człowiek nie jest już panem świata. „Inni: Morderstwo Wron”.
Do
cyklu „Inni” autorstwa Anne Bishop powróciłam jakieś dwa lata po przeczytaniu
pierwszej książki, nie bez pewnych oczekiwań. „Morderstwo Wron” okazało się
bardzo zaskakującą lekturą, która nie we wszystkich aspektach rozwinęła serię
tak, jak się tego spodziewałam. Jak jednak wypada na tle pierwszego tomu?
Jeśli jesteście
ciekawi mojej recenzji pierwszego tomu Innych,
Pisane szkarłatem, możecie ją znaleźć tutaj. Tymczasem, pora zarysować
fabułę Morderstwa Wron.

Po otworzeniu
książki, poza krótką historią jej świata — Namid — z którą mieliśmy okazję
zapoznać się już w tomie pierwszym, pojawia się informacja o ogóle jego
geografii. Autorka rozszerza świat o kontynenty i kilka nowych
miejscowości oraz wysp. Ale robi to nie tylko w ten sposób. Przede wszystkim
wyjaśnia wiele kwestii, które poprzednio stały pod znakiem zapytania, na
przykład to, dlaczego wieszczki krwi są przez niektórych ludzi bezkarnie
przetrzymywane dla zysku, albo dlaczego właściwie Inni poszli na współpracę z
ludźmi. I to tylko niektóre rzeczy, których dowiemy się w czasie lektury. Uniwersum
staje się coraz lepiej dopracowane, traci swoją czerń i biel z poprzedniej
części, aby zarysować bardziej skomplikowane, niż początkowo się wydawało,
stosunki i sytuacje. Nie oznacza to jednak, że traci klimat. Tak naprawdę nie
tylko pozostaje ten sam, ale znacznie się pogłębia. Powieść zyskuje też na
wprowadzeniu kontekstu politycznego, od którego wiele zależy w świecie
Namid.
Podobnie jak
poprzednio, książka zawiera mapkę Dziedzińca. Szkoda tylko, że właściwie do
niczego nie jest nam ona potrzebna. Moim zdaniem o wiele bardziej przydałaby
się mapa Namid albo chociaż Thaisii, gdyż pomogłaby w wyobrażeniu sobie tej
przestrzeni. Dziedziniec dość łatwo sobie zobrazować nawet bez spoglądania na
jego plan. Szczerze mówiąc, ja w ogóle tego nie robiłam. Mapka w książce
fantastycznej to ważna rzecz, ale powinna czemuś służyć, a nie robić tylko za
bajer. Ale, oczywiście, nie ma to większego wpływu na odbiór. Taki szczegół nie
jest podstawą do oceny treści. Ja
po prostu się czepiam.
Morderstwo Wron to bardzo wciągająca i
zajmująca książka, w której dzieje się dużo interesujących rzeczy. Można wręcz
rzec, że fabuła jest dość skomplikowana, gdyż pojawia się ogromna ilość wątków
i postaci. Niestety, chociaż to spójna i uporządkowana, dobra opowieść,
niektóre wątki wypadają dość słabo. Może to dlatego, że dzieje się tyle, że
trudno byłoby skupić się w równej mierze na każdym. Jak na urban fantasy przystało, książka pod pewnymi względami dość
wyraźnie zaczyna przypominać powieść kryminalną. Szkoda tylko, że brakuje jej
zagadki, czegoś, co pozwoliłoby czytelnikowi z napięciem i niepewnością
wyczekiwać końca. Autorka bez wahania odsłania przed nami każdą tajemnicę,
zabijając tym samym przyjemność czerpaną z wyraźnego przecież motywu
kryminalnego. Postacie również wszystkiego od razu się domyślają, wiedzą, z czym
i kim mają do czynienia. Może i powieść nawet wtedy pozostaje interesująca,
mimo to wydaje mi się, że wiele zyskałaby na ukryciu przed czytelnikiem
zamiarów i tożsamości czarnego charakteru i gdyby nasi bohaterowie musieli
trochę więcej pogłówkować.
Mówię
„bohaterowie”, ponieważ w przeciwieństwie do pierwszego tomu, trudno tutaj
wyróżnić tylko jedną pierwszoplanową postać. Niby wciąż pozostaje nią Meg
Corbyn, jednak nie mogłam oprzeć się uczuciu, że tutaj zepchnięto ją na dalszy
plan, ku mojemu niezadowoleniu. W ogóle ona cała wydaje się, w porównaniu do
Simona Wilczej Straży czy porucznika Montgomery'ego, potraktowana po macoszemu,
ale o tym za chwilę.
Niestety, w
książce pojawiło się kilka nieścisłości fabularnych. Niektóre sytuacje są
„naciągnięte” tylko dlatego że, jak mi się wydaje, autorka poszła na łatwiznę
albo nie umiała pociągnąć akcji dalej w inny sposób. Wiemy na przykład, że
wieszczki krwi, od razu po przecięciu skóry, wpadają w ekstazę, która
uniemożliwia im trzeźwe myślenie czy nawet zapamiętanie wygłaszanego proroctwa.
Mimo to, innym razem i to w przypadku szczególnie silnej wizji, są w stanie
myśleć racjonalnie i to na tyle długo, by móc komuś wyjaśnić, co z nimi się
dzieje i co w tej sytuacji należy poczynić. Tak samo trudno wyjaśnić, skąd we
śnie Meg wzięła się wizja, o której wcześniej wspominałam, inaczej, niż że po
prostu z d... nikąd.
Jak już pisałam
powyżej, w Morderstwie Wron pojawia
się duża liczba postaci. Jest ich tyle, że trudno porządnie zarysować każdą z
nich, co niestety w tym przypadku skończyło się po prostu jednym, wielkim
rzygiem bezpłciowymi, szarymi, nie posiadającymi osobowości bohaterami. Po co
pisać cały rozdział z punktu widzenia intuitów, skoro można po prostu wyjaśnić,
kim oni są, a nie zapychać książkę kolejną masą postaci, które mamy gdzieś i
opisami, które do fabuły kompletnie nic nie wnoszą? Nie lepiej przeznaczyć to
miejsce dla tych postaci i wydarzeń, które rzeczywiście są dla powieści ważne?
Tak więc mamy
Meg, główną bohaterkę, która bardzo spodobała mi się w pierwszej części, ale
tutaj jest jej jakoś mało. W dodatku przez większość czasu występuje jedynie w
najbardziej trywialnych sytuacjach. Autorka skupia się w największym stopniu na
opisaniu jej codziennego życia w Dziedzińcu. Podobało mi się to w pierwszym
tomie, ale tutaj to zrobiło się już zwyczajnie nudne, zwłaszcza, że nie
dowiadujemy się o tym miejscu niczego nowego. Teraz oczekiwałam, że Meg spotka
wiele przygód, ta postać będzie w jakiś sposób dla książki „pracować”, coś
robić, stawać przed wyborami, walczyć, uciekać przed kłopotami i tak dalej.
Tymczasem sytuacja realnego zagrożenia spotyka ją przez całą powieść może raz.
Reszta to opisy tego, jak sortuje pocztę, bawi się z Wilkami i ogląda
telewizję. Ewentualnie się tnie (pominę milczeniem fakt, że przypadkowe
skaleczenia zdarzają się jej o wiele częściej niż przeciętnemu człowiekowi,
który, tak jak ona, robi z grubsza przeciętne rzeczy). Widać jednak, że jest
bardziej zdecydowana i pewna siebie niż w poprzedzającej części. Nie wiem
tylko, dlaczego w opisach autorka przedstawia ją jako słodką, lekko infantylną
osobę, skoro w rzeczywistości nie zdradza tego ani jej zachowanie, ani dialogi
w których bierze udział. Taka była raczej w Pisanym
szkarłatem, teraz jednak wydała mi się dojrzalsza. Może i jest dość
niewinna (bo niedoświadczona), mimo to jednak wykazuje sporo dojrzałości i rozsądku.
Z drugiej strony zawsze czułam zgrzyt, gdy Bishop określała ją słowem
„kobieta”. Dla mnie Meg to zwyczajna, dorosła bo dorosła, ale wciąż dziewczyna;
nie bardziej słodka czy dziecinna niż przeciętna dwudziestoczterolatka.
W Morderstwie Wron autorka skupiła się
przede wszystkim na Simonie Wilczej Straży. Nie przeszkadza mi to — lubię
Simona. Może nie szaleję jakoś za tą postacią, ale trzeba przyznać, że jest
naprawdę niezła. Mimo to w dalszym ciągu nie mogę nadziwić się, że przywódca
Wilczej Straży robi za księgarza a nie za jakiegoś „generała” Dziedzińca. Bo ta
funkcja o wiele lepiej by mu pasowała. W przeciwieństwie do Meg, ta postać bierze
udział w akcji, rzeczywiście coś robi i czyta się o tym bardzo dobrze.
Tym, co mnie
lekko irytowało, było wciskanie na siłę wątku policjanta Montgomery'ego. Dla
mnie zawsze był bohaterem drugoplanowym, „funkcjonalnym” a nie „sentymentalnym”.
Doprawdy, gdzieś mam jego problemy z byłą żoną i córką. Zgoda, nawet on pomaga
rozszerzyć świat, ale nieznacznie i poza jego współpracą z terra indigena, wszystko inne z nim
związane to mało istotne fakty, którymi autorka zapycha nakład. Żeby chociaż to
była jakaś zapadająca w pamięć, interesująca postać — wtedy to wszystko byłoby
o wiele ciekawsze. Tymczasem Monty to zwyczajny facet, o zwyczajnych problemach.
Na Boga, nie po to sięgam po fantastykę, żeby czytać o nieudanym pożyciu
małżeńskim gliniarza! Nie mam nic przeciwko rozbudowie tej postaci, aby okazała
nam swoje bardziej ludzkie oblicze. Za to mam coś przeciwko nudnym kreacjom,
które wypycha się przed szereg zamiast trzymać je w tle, gdzie ich miejsce.
Więcej Meg,
mniej Monty'ego — jak dla mnie ta warstwa powieści wyglądałaby o wiele lepiej,
gdyby takich właśnie proporcji trzymała się autorka.
Jeśli chodzi o
styl, zasadniczo nie mam się do czego przyczepić, choć polski tłumacz momentami
trochę mnie męczył. Temu konkretnemu polskiemu przekładowi brakuje płynności,
lekkości pióra. Albo po prostu byłam zmęczona. Jedyne, do czego mogłabym mieć
zastrzeżenia, to zbyt częste powtarzanie pewnych informacji (na przykład, ileż
razy można czytać o tym, że podczas zabawy z Wilkami Meg musi być bardzo
ostrożna, żeby przypadkiem się nie skaleczyć?).
Morderstwo Wron jest trochę mroczniejsze
niż Pisane szkarłatem. Chociaż i
poprzednio pojawiały się makabryczne opisy i sceny, tutaj doniesienia o
zbrodniach, znajdowanych ciałach i ich stanie wręcz wywołują dreszcze. Zatem,
spotkamy tu nie tylko mnóstwo urban
fantasy, trochę kryminału i powieści obyczajowej, ale też thrillera
zakrawającego nawet o horror.
Wspominałam już
o wątku politycznym? Bishop tworzy w Stanach Zjednoczonych, ale mimo to
sytuacja, która wytworzyła się między Innymi a ludźmi przypomina mi pod pewnymi
względami to, co dzieje się dzisiaj w Europie — między innymi chodzi mi o
problemy w porozumieniu się przez dwie zupełnie różne kultury, postępującą
radykalizację po obu stronach barykady, dokonywaną przemoc. Zwłaszcza, że seria
wciąż pozostaje bardzo świeża. Przychodzi mi też na myśl sytuacja na granicy
Stanów z Meksykiem. Zastanawiam się, na ile autorka czerpała z takich właśnie problemów.
Momentami
odnosiłam też wrażenie, że pisząc o kobietach Bishop posługiwała się bardzo powierzchownym
ich wizerunkiem czy wręcz stereotypami. Spotkamy w powieści wyraźne
roztrząsanie kobiecości Meg i jakże typowy problem nieumiejętności zrozumienia
kobiet przez mężczyzn. Byłoby świetnie, gdyby autorka jednak nie poruszała się
w tak banalnych i bądź co bądź naiwnych ramach wprost z Kwejka. Gdyby
powiedziała na ten temat coś nowego, bardziej odkrywczego, nie uciekając się do
najbardziej obiegowych opinii. Co ciekawe, spotkamy tu bardzo klasyczny podział
ról: w tym świecie, niezależnie czy mamy do czynienia z Innymi czy z ludźmi, to
mężczyźni walczą i sprawują władzę. Kobiety w większości przypadków to
strachliwe, delikatne istoty, którym od czasu do czasu macica rzuci się na mózg
i które trzeba chronić. Albo, jak w przypadku poprzedniego tomu, to przebiegłe
intrygantki. Może nie rzuca się to w oczy jakoś wyraźnie, jednak od kiedy
myśląc o fabule zdałam sobie z tego sprawę, nie umiem tego odzobaczyć.
Zakończenie nie
było złe, jednak w pewnym momencie Bishop zrobiła coś, przez co punkt
kulminacyjny stracił całe napięcie. Nie zdradzę, co to było, aby Wam nie
spoilować. Ale muszę stwierdzić, że Morerstwo
Wron skończyło się w sposób dość przewidywalny.
Szczerze mówiąc,
moje odczucia po lekturze były o wiele lepsze, niż można wnioskować z recenzji.
Morderstwo Wron może nie należy do
najlepszych książek, jakie czytałam, ale niedociągnięcia o których piszę w
rzeczywistości nie przeszkadzały mi aż tak, żeby nie czerpać przyjemności
z czytania. Książka, mimo wielu „zapychaczy”
pozostaje bardzo interesująca — głównie dzięki temu, że autorka tworzy
niezwykle frapującą rzeczywistość. Naprawdę można się wciągnąć. Werdykt jest
więc następujący: pod względem budowy uniwersum — coraz lepsza, niebanalna,
złożona i ciekawa; pod względem fabuły również niezła; pod pozostałymi —
niestety, wiele rzeczy dało się zrobić lepiej. Mocna czwórka.
Moje doświadczenie mówi mi, że drugie części cykli bardzo często coś
tracą, są gorsze od pierwszych tomów. Dlatego po następną z nich, Srebrzyste wizje, sięgnę z równym
entuzjazmem, jak po Morderstwo Wron. Mam
nadzieję, że z nią Bishop poradziła sobie chociaż trochę lepiej.
Isleen
Wiesz co? Nigdy nawet nie patrzyłam na te książki poważnie, a to przez... okładki. Wiem, że to okropne, ale te wielkie twarze mnie przerażają!
OdpowiedzUsuńZ recenzji rzeczywiście wynika bardziej negatywny, niż pozytywny odbiór książki, ale skoro mówisz, że lektura przyniosła Ci frajdę, to cieszę się razem z Tobą. Ja chyba podziękuję (twarze!), ale może kiedyś, w ramach wychodzenia poza strefę komfortu, zmierzę się z prozą Bishop? ;)
Okładki również nie są w moim guście (ten sam problem — twarze), ale "Pisane szkarłatem" dostałam pod choinkę. Inaczej w ogóle nie ruszyłabym tej serii. Spodobało mi się, więc czytam dalej.
UsuńMam szczere wątpliwości, czy akurat te książki trafią w Twój gust. Jakkolwiek są ciekawe i dobre pod względem gatunkowym, nie jest to w najmniejszym stopniu literatura wysoka. Tzn, ciekawie ją analizować pod wieloma kątami, ale to wciąż czysty, przyjemny pop (który jednak dość dobrze wypada na tle wielu innych książek fantasy). Jeśli jednak się kiedyś zdecydujesz, to życzę miłej lektury ;)
Duuużo słyszałam na jej temat ale chyba nie do końca moje klimaty...
OdpowiedzUsuńmelodylaniella.blogspot.com
Rozumiem. :) Mimo to mam nadzieję, że kiedyś trafi w Twoje ręce.
UsuńTo, ze ma elementy horroru przeszkadza mi bardziej, niz wizje wieszczki z dupy wzięte (ale sie usmialam przy tym fragmencie:p)
OdpowiedzUsuńTen horror nie występuje tam w dużym stopniu, ale pojawiają się dość makabryczne opisy ;) Mi osobiście to nie przeszkadza, chociaż sama niespecjalnie przepadam za tym gatunkiem. A wizja we śnie Meg to dla mnie taka dziura w fabule, gdyż wówczas postać nie miała warunków do wieszczenia, więc teoretycznie nie miała prawa wieszczyć akurat w tej sytuacji. Ale łatwiej to zrozumieć, jeśli zna się już zasady rządzące tym światem :)
UsuńNie jestem pewna czy to moje klimaty, ale nie mówię nie :)
OdpowiedzUsuńMimo wszystko warto się przekonać, zwłaszcza do pierwszej części, bo jest naprawdę dobra :)
UsuńPropozycja na przyjemne, mniej wymagające zaczytanie, a takich podróży czytelniczych też bardzo potrzebujemy. :)
OdpowiedzUsuńPewnie :) Jeśli ktoś chce się odprężyć i przy okazji przeżyć przygodę, to "Inni" jak znalazł :)
UsuńUwielbiam "Innych" Bishop. To jedna z niewielu serii, która mnie urzekła mimo, że mam sporo zastrzeżeń do tłumaczenia, błędów etc. Ja po prostu kocham tę serię i jestem od nie uzależniona. :P Co ciekawe, pożyczam te książki wszystkim przyjaciółkom, od nich pożyczają rodzice i w efekcie gdy kupiłam "Naznaczoną" dostałam kilka wiadomości w stylu "masz? Bo rodzice pytają czy możemy ustawić się w kolejce. Zostawimy dotychczasowe lektury i się sprężymy." xD
OdpowiedzUsuńTo prawda, że mimo różnych błędów itp, seria wciąga. Moim zdaniem jest bardzo dobra, zwłaszcza na tle wielu innych współczesnych serii fantasy. Czekam, żeby przeczytać następną część :)
Usuń