„Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara”. Kultowa seria w nowej odsłonie.



Słysząc po raz pierwszy o pojawieniu się najnowszej części „Piratów z Karaibów”, „Zemsty Salazara” z miejsca obiecałam sobie, że pójdę do kina. Nie miałam wielkich oczekiwań, tym bardziej, że nawet nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać, bo chociaż trzy pierwsze części były świetne, to czwarta podobno (podobno, gdyż w końcu jej nie obejrzałam) okazała się bardzo rozczarowująca.
Miałam jedynie nadzieję, że „Zemsta Salazara” zachowa klimat pierwszych filmów i nie zanudzi mnie na śmierć. Nie nastawiałam się na nic wielkiego, lecz po prostu na miły wieczór w kinie i trochę Orlanda Blooma (tak, cóż, mam słabość do tego aktora, co zrobić). Oczywiste było, że kapitan Jack Sparrow jak zwykle zgarnie wszystkie najlepsze sceny i rozbawi mnie do łez, więc o to się nie martwiłam. Jakie wrażenie wywarł na mnie ten seans?

Film porusza kilka wątków. Jack Sparrow musi tym razem zmierzyć się ze starym przeciwnikiem — Salazarem — który pragnie wytępić wszystkich piratów i wydawałoby się, że zależy mu zwłaszcza na śmierci kapitana. Aby mu przeszkodzić, Jack udaje się na poszukiwanie Trójzębu Posejdona. Tymczasem syn Willa Turnera, Henry, szuka sposobu na zdjęcie klątwy z ojca i podczas swoich przygód napotyka Carinę, dziewczynę o wielkiej wiedzy astronomicznej, ale niestety borykającą się z łatką czarownicy. Losy tej trójki, jak można od razu się domyślić, wkrótce się połączą.
Chociaż nie nastawiałam się na nie wiadomo co, okazało się, że Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara to naprawdę świetna produkcja. Już dawno nie ubawiłam się na żadnym filmie tak, jak na tym. Ale może po kolei.
Serca widzów z pewnością jak zwykle skradnie Jack Sparrow, który, gdy tylko pojawia się na ekranie, tak rozkręca akcję i tak bawi własną osobą, że to w dużej mierze dzięki niemu film zyskuje na humorze i atrakcyjności. Johnny Depp jak widać, jest wciąż w dobrej formie, bo na tle granej przez niego postaci, większość pozostałych wypada blado, chociaż żadna z nich nie jest źle napisana. Po prostu Jack to Jack — nasz pachnący rumem, wiecznie lekko zawiany i nieco niezdarny koleżka w ogóle się nie zmienił, a wręcz jest jeszcze bardziej tym niepoprawnym i zuchwałym sobą, niż wcześniej.
Z pewnością mocną stroną filmu jest również fabuła. Disney jak to Disney, jak zwykle zaserwował nam produkcję w komediowo-baśniowej konwencji, tego chyba jednak nie trzeba nikomu tłumaczyć. Zemsta Salazara to wciąż kino lekkie, rozrywkowe, ale jest to wysokiej jakości rozrywka. Twórcy nie zawahali się sięgnąć również po popkulturowe odniesienia, np. do mitycznej wyspy skarbów, Trójzębu itp., które są może nawet bardziej rozpowszechnione, niż te, które pojawiły się w poprzednich filmach. Akcja toczy się bardzo szybko i wiele się dzieje, jednak została zgrabnie poprowadzona. Nie mamy problemu z nadążeniem za fabułą, nie nudzimy się, ale też nie czujemy się przytłoczeni nadmiarem wydarzeń lub wątków. Ani przez chwilę nie byłam zmęczona lub zniecierpliwiona. Historia została więc opowiedziana bardzo dobrze, co wskazuje na świetnie napisany scenariusz.
Jednym z jego plusów jest też umieszczenie w nim retrospekcji związanej z młodością Jacka, co powinno w szczególności fanom bardzo uatrakcyjnić seans. Według mnie jest to jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza ze scen w całym filmie, z której można dowiedzieć się o kapitanie czegoś więcej. To też ta najmocniej zapadła mi w pamięć, jednak nie można powiedzieć, że poza nią nie ma w całej produkcji dobrze nakręconych scen. Ta po prostu do mnie trafiła w szczególności. W filmie jest tyle różnych „momentów”, że łatwo znaleźć coś dla siebie.
Muszę także zwrócić uwagę na estetyczny aspekt produkcji. Zemsta Salazara jest po prostu śliczna pod względem wizualnym. Chociaż wiele scenerii wygląda bajkowo, to zachowano dobry smak. Efekty specjalne również robią duże wrażenie, nie wyglądają też sztucznie. CGI nie rzuca się bezczelnie w oczy, chociaż doskonale wiemy, że tam jest (to jednak w dzisiejszych czasach i wiedząc, jak daleko zaszła technologia, uznaję już za pewien standard). Jest to jeden z tych filmów, na który po prostu dobrze się patrzy.
Warto zwrócić uwagę na aktora wcielającego się w Henry'ego Turnera, Brentona Thwaitesa; nie chodzi mi jednak o jego grę, która szczerze mówiąc, ani mnie grzeje, ani ziębi. Chciałabym jednak zauważyć to, jak dobrze jest dobrany do swojej roli — jeśli się przyjrzycie, zauważycie, że wygląda jak idealna mieszanka Orlanda Blooma i Keiry Knightley. W sam raz, żeby zagrać syna Willa i Elizabeth, co dodatkowo wydobyła charakteryzacja.
Chyba najsłabszą stroną filmu jest niestety czarny charakter. Kapitan Salazar to, jak mi się zdaje, najsłabszy ze złoczyńców występujących dotąd w serii (choć nie oglądałam jeszcze czwartej części, dlatego nie mogę stwierdzić z całą pewnością). Daleko mu na pewno do Davy'ego Jones'a. Nie ma charyzmy, sam w sobie również nie jest zbyt interesującą lub oryginalną postacią, a jego (nieosiągalny przecież, jak się nad tym zastanowić) cel, by pozbyć się raz na zawsze wszystkich piratów, których uważa za zakałę morza, zalatuje słabą kreskówką. Nie jest to bohater, którego będziemy pamiętali i nie ma co liczyć na to, że stanie się jedną z ikon popkultury lub nawet samych Piratów z Karaibów. Z drugiej strony nie jest na tyle zły, żeby sprawić, że przyjemność z seansu będzie mniejsza. W większym stopniu po prostu odgrywa rolę tła dla wydarzeń, to znaczy inicjuje te najważniejsze z nich, ale wydaje się kimś o wiele mniej znaczącym, niż jest w rzeczywistości.
Zwróćmy uwagę na to, że tak naprawdę Salazar wcale nie jest zły, wszak obiera sobie za cel walkę z piratami, czyli, jakby nie patrzeć, ze złoczyńcami. Ciekawe, jak historia opowiedziana w odpowiedni sposób może sprawić, że widz stanie po stronie tego, który powinien ponieść karę. Właściwie przez to jestem teraz skłonna nazwać Salazara raczej antagonistą niż czarnym charakterem.
Osobiście, byłam lekko rozczarowana tym, że Will Turner nie pojawia się w filmie tak często, jakbym sobie tego życzyła. Rozumiem jednak, że raczej nie ma tam więcej miejsca dla tej postaci i twórcy, gdyby chcieli pokazać go w większej ilości, musieliby to po prostu zrobić na siłę. Pociesza mnie scena, która wyświetla się po napisach końcowych, sugerująca nie tylko pojawienie się następnej części filmu, ale też większy udział Blooma w nim.
Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara to jeden z najlepszych filmów, jakie oglądałam w tym roku, a weźmy pod uwagę, że tych trochę było. Mnóstwo humoru, magii i akcji zapewnia zupełne oderwanie od świata na czas seansu. Zaryzykuję nawet stwierdzeniem, że piąta część nie tylko zachowała klimat najwcześniejszych odsłon, ale okazała się lepsza nawet od pierwszej z nich.
Isleen

Komentarze

  1. O. To mnie zaskoczyłaś, bo w zasadzie wszędzie czytałam bardzo stonowane opinie. Mało kto odnotowywał piękne widoki, ciekawa jeszcze jestem jak sprawdziła się muzyka, bo akurat w serii Piratów dla mnie była ona istotnym elementem. Cieszę się, że dobrze oceniasz - aż mnie natchnęłaś, może my też jakoś go obejrzymy w końcu...? Widzę wieczorne seanse kinowe, więc czemu nie! :)
    PS. Właśnie wczoraj sobie myślałam (oglądałam jednym okiem po raz setny Władcę Pierścieni, a konkretnie Powrót króla), że w zasadzie pan Bloom podoba mi się (naprawdę podoba) tylko w tej serii. On ma taką dziewczęcą urodę jak dla mnie, doskonale pasował do roli elfa, delikatnego z urody, ale wystarczająco męskiego by mu to pasowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, jeszcze muzyka — co do niej nie mam zastrzeżeń. Oryginalna ścieżka dźwiękowa wiele daje filmowi. Nawet zostałyśmy z przyjaciółką do końca napisów, żeby tylko posłuchać muzyki i w ten sposób odkryłyśmy dodatkową scenę na końcu ;)

      Ach, Legolas przecież to mój filmowy mąż ;)

      Usuń
  2. Muszę się przyznać, że nie obejrzałam żadnej części "Piratów z Karaibów" :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej :)
    Również byłam w kinie na [Zemście Salazara]. W przeciwieństwie do Ciebie nie zachwyciła mnie gra Deppa, moim zdaniem Jack stracił coś ze swojego uroku. Za to ekipa Czarnej Perły jak zwykle świetna.
    Podtrzymano humor wcześniejszych części, dano nieodkrywczą fabułę i ładne widoki. Może nie do końca mnie usatysfakcjonowało, ale seans uznaję za przyjemny.
    Pozdrawiam :)
    #CleoMCullen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, w "Piratach" tak naprawdę nigdy nie było odkrywczej fabuły, ale moim zdaniem wcale nie do końca o to chodzi w tego typu filmach. To znaczy, gdyby całkiem zawalili sprawę, też by mi się nie podobało, ale jednak jest to zupełnie masowe kino i mimo wszystko wątki fabularne, chociaż znane, wykorzystuje w na tyle atrakcyjny sposób, że ogląda się to przyjemnie. Film ma zapewnić niezobowiązującą rozrywkę i moim zdaniem spełnia tą rolę. A skoro spełnia, to znaczy, że jest po prostu dobry. Gdybyśmy wszystko mieli oceniać w takich samych kategoriach, okazałoby się, że nic nie jest zadowalające. ;)

      Usuń
  4. Miałam iść do kina, ale w końcu nie wyszło. Szkoda, bo pewnie film by mi się spodobał. Nadrobię zaległości :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że seans będzie udany :)

      Usuń
  5. Ja ogólnie jestem nieco zawiedziona tą częścią, było za mało Jacka i mniej akcji niż w poprzednich częściach, aczkolwiek krajobraz przedstawiony w filmie był po prostu bajeczny.
    Fajne też było odniesienie do przeszłości Jacka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi się wcale nie wydawało, że było go mniej :D

      Usuń
  6. Był czas, kiedy zachwycało mnie dzieło jakim jest "Piraci z Karaibów", jednak byłam wtedy dzieckiem i łatwiej było mnie czymkolwiek zafascynować. Dzisiaj patrzę na tą serię inaczej, bardziej krytycznie i nie odnajduję już w niej tych samych, fascynujących elementów. Niemniej jednak dam "Zemście Salazara" szansę, gdyż jestem ciekawa efektów specjalnych i gry aktorskiej. Nie ukrywam, że Twoja opinia najbardziej mnie dotychczas zachęciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że straciłaś fascynację. Czasami tak bywa, chociaż ja np. być może nie patrzyłabym na ten film w ten sposób, gdyby właśnie nie wspomnienia z dzieciństwa. Jeśli zechcesz obejrzeć, to zachęcam i życzę udanego seansu :)

      Usuń
  7. Jestem wielką fanką „piratów” więc z pewnością obejżę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się wrażeniami po filmie :)

      Usuń
  8. Powiem Ci, że ja idąc na to (zostałam zmuszona) byłam sceptycznie nastawiona. W końcu nie oglądałam wcześniej żadnej części :D Ale muszę przyznać, że naprawdę mile się zaskoczyłam i dobrze bawiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) W takim razie nadrób pozostałe ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie. :) Każdy komentarz satysfakcjonuje.

Pamiętaj jednak, że natychmiast usuwam spam i wszelkie wypowiedzi naruszające zasady netykiety.

Popularne posty z tego bloga

„Harry Potter i przeklęte dziecko”, czyli o tym, jak się udał powrót do dzieciństwa.

„Marsjanin”, czyli kosmiczny Robinson Crusoe.

Frazes goni frazes. „Potęga pewności siebie”.

Książkowy stos #3

TOP 6 najbardziej wkurzających bohaterek