„Ślad na lustrze”. Dowód na istnienie życia po śmierci?



Wielu ludzi wierzy, że śmierć to nie koniec i po niej następuje po prostu inny rodzaj życia. Równie wielu znajdzie się takich, którzy uważają, że świadomość przestaje istnieć wraz z zatrzymaniem funkcji życiowych ciała. Niektórzy twierdzą, że na świecie istnieją pewne formy magii, niezgodne z zasadami znanej nam fizyki lub że są po prostu takie rzeczy, których nigdy nie będziemy w stanie wytłumaczyć. A ilu ludzi wierzy w to, że duchy naszych zmarłych bliskich potrafią przenikać do naszego świata i się z nami kontaktować?

Poznajcie Janis Heaphy Durham, autorkę książki Ślad na lustrze, w której opisuje serię dziwnych zdarzeń mających miejsce po śmierci jej ukochanego męża, Maxa. Max, tuż przed tym, jak odszedł, obiecał Janis, że nawet śmierć nie unicestwi miłości, jaką ją darzy i jeśli tylko będzie miał możliwość, odezwie się czasem z tamtej strony. I to wydaje się dziać niemal natychmiast. Janis zauważa, że w godzinie śmierci Maxa staje zegar i z jakiegoś powodu, może całkowitym przypadkiem, a może za sprawą ducha jej męża, w ważnych momentach życia spogląda na zegarek dokładnie o tej godzinie. Potem jest jeszcze dziwniej: zdarzają jej się nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, dostrzega w swoim otoczeniu przeróżne niezwykłe i trochę przerażające zjawiska, a najbardziej niesamowitym z nich jest tytułowy ślad na lustrze. W rocznicę śmierci Maxa na jego tafli pojawia się odcisk dłoni, a jego pochodzenia nikt nie umie racjonalnie wytłumaczyć. Janis opisuje swoje poszukiwanie wyjaśnienia dla wszystkich tych fenomenów, a to, czego się dowiaduje, nie mieści się w głowie.
Dla mnie, jako osoby wierzącej, niczym zaskakującym wydaje się to, że Max najwyraźniej rzeczywiście zamieszkuje teraz jakiś inny wszechświat/wymiar/rzeczywistość, jakkolwiek to miejsce nazwać. Również jako katoliczka wierzę, że zmarli mają jakiś, pośredni lub nie, wpływ na to, co dzieje się u nas — inaczej nie mogłabym uznać wstawiennictwa świętych. Również przytaczane przez autorkę informacje o osobach, które donoszą o przeżyciach z pogranicza śmierci w czasie śmierci klinicznej, nie były dla mnie tajemnicą. Tak więc, gdy czytałam książkę na samym początku, nie sądziłam, że pojawi się w niej nieznana mi wcześniej informacja lub zjawisko. Również w moim otoczeniu krążą różne opowieści o duchach — sąsiad ponoć widział zmarłego dziadka na klatce schodowej, podobno też sam dziadek od czasu do czasu odwiedza różnych członków mojej rodziny w snach, a jakiś czas temu pewna rodzina nagle wyniosła się z bloku na moim osiedlu twierdząc, że w ich mieszkaniu pojawia się duch zmarłej staruszki, która kiedyś w nim mieszkała. Ja osobiście nigdy nie miałam styczności z czymś podobnym, jednak powiedzmy, że temat nie jest mi całkiem obcy.
Gdy byłam już pewna, że Durham nie zdoła mnie niczym zaskoczyć, oczywiście jej się udało. Ale nie wnioskiem, że życie pozagrobowe musi istnieć, gdyż to już wiedziałam. Najbardziej zdziwił mnie obecny stan wiedzy naukowej na temat zjawisk paranormalnych. Autorka, w celu zrozumienia tego, co jej się przytrafia, odszukuje przeróżnych ludzi i z nimi rozmawia — od wróżek i ezoteryków po fizyków rakietowych i kwantowych. Wiedzieliście na przykład, że wielu szanowanych naukowców ryzykuje karierą, aby badać i wyjaśniać zjawiska paranormalne? Albo że niejeden z nich uważa, że znane nam prawa fizyki wcale nie negują ich występowania i że da się potwierdzić naukowo ich prawdziwość? Nie są to wcale typy szalonych naukowców lub chorych na mózgu mistyków, ale osób o otwartych umysłach, o rzetelnej wiedzy i prowadzących rzetelne badania; dostrzegające luki w rozumowaniu większości współczesnych uczonych i nie bojące się płynąć pod prąd w celu ich wypełnienia. Głównie z tego powodu lektura Śladu na lustrze była dla mnie interesująca.
Durham wplata to wszystko w jedną wielką opowieść, w której często przewijają się wątki z jej osobistego życia. Początkowo sądziłam, że niepotrzebnie. Jedynym, czego od lektury oczekiwałam, był opis jej doświadczeń związanych z duchem Maxa i prób zrozumienia tego, co dzieje się wokół. Po przemyśleniu jednak zrozumiałam, że osadzenie tego wszystkiego w kontekście biograficznym jest dla książki ważne z kilku powodów.
Po pierwsze, sam fakt, iż autorka pokrótce opisuje swoje życie, otoczenie oraz osoby, które miały lub mają dla niej największe znaczenie, dodaje książce, jak i samej Janis wiarygodności. Wiemy dzięki temu między innymi, że nie należy ona do osób, które są skłonne uwierzyć we wszystko co usłyszą lub zobaczą. Wręcz przeciwnie. Janis to ktoś, kto twardo stąpa po ziemi. Ma w nawyku kwestionować i przyjmować postawę sceptyczną, ale zarazem dysponuje otwartym umysłem, który nie pozwala jej na wysnuwanie pochopnych wniosków lub odrzucanie jakichś opcji tylko dlatego, że wydają się niewiarygodne. Potrafi patrzeć na świat z wielu perspektyw i akceptować cudze spojrzenie. Poza tym, abstrahując od tego wszystkiego, podziwiam ją za to, jak świetnie sobie poradziła po śmierci ukochanego.
Inną zaletą umieszczenia tej opowieści w ramach historii życia jest to, że autorka opisuje, jak jej poszukiwania (bo dość trudno jednak nazwać je „badaniami”), wpłynęły na jej postrzeganie rzeczywistości. Janis pragnie podzielić się ze światem czymś, czego sama się dzięki temu wszystkiemu nauczyła. A większość z nas rzeczywiście mogłoby coś z jej doświadczeń wynieść. Fascynujące, jak rosła w niej wiara w życie po śmierci i że osiągnęła ona w końcu ten pułap, na którym jest całkiem niezachwiana i mocna. Janis jest przekonana o istnieniu pośmiertnego świata, co pozwoliło jej się pogodzić ze śmiercią męża i teraz już tylko oczekiwać na ponowne spotkanie z nim. Na pewno każdy z nas, kto kogoś stracił, chciałby mieć tak dużą pewność, że śmierć to nie koniec; być tego tak pewnym, że potrafić pożegnać się ze zmarłym bliskim jakby tylko na kilka dni, a nie wieczność.
Uważam więc za możliwe, aby ta książka chociaż trochę mogła pocieszyć kogoś, kto sam zmaga się ze stratą ukochanej osoby, albo z samą tego perspektywą.
Oczywiście, to wszystko przyszło Janis z czasem. Wcale nie uporała się z tym wszystkim od razu, ale ważne jest to, że jej się to udało i to w taki sposób.
Publikację wzbogacają fotografie — zarówno te z rodzinnego albumu autorki, jak i zdjęcia śladu dłoni na lustrze i innych zaobserwowanych przez nią zjawisk.
Trochę przeszkadzał mi sztywny styl, w jakim Janis Heaphy Durham napisała swoją książkę. Tekst jest dość suchy, poprawny i nieliteracki, chociaż pojawiają się w nim elementy typowe dla powieści (dialogi, opisy itp). Rozumiem jednak to, że autorka wcale nie jest prozaikiem, a i Śladowi na lustrze bliżej do literatury faktu niż beletrystyki — jednak Durham sięga po zabiegi literackie, więc skoro tak, to mogła swój tekst trochę  przynajmniej uplastycznić. Mimo wszystko im dłużej czytałam, tym mniej rzucało mi się to w oczy. Trzeba jednak przyznać, że pod względem poprawności jest naprawdę dobrze, dzięki czemu brak pewnego polotu artystycznego nie mierzi aż tak.
Ale czy w Śladzie na lustrze jest coś więcej? Raczej nie. Nie mogę powiedzieć, aby to była pozycja, która szczególnie zapadła mi w pamięć. Ciekawa bohaterka jak i jej rozwój oraz wzmianki o akademickim podejściu do poruszanego tematu były wszystkim, co książka mi mogła zaoferować. Dla mnie to bardziej ciekawostka niż coś, co szczególnie mnie poruszyło lub zainspirowało. Z pewnością Ślad na lustrze jest ciekawą lekturą, ale nic poza tym. Czyta się go przyjemnie i nawet z zainteresowaniem. To świetna pozycja na relaksujące wieczory przy kominku i herbacie lub do poduszki, nawet mimo wcale nie łatwej tematyki. Ale raczej nie ma co oczekiwać jakichś gruszek na wierzbie czy gromów z jasnego nieba. W dodatku, chociaż niektóre zjawiska, jakie autorka opisuje rzeczywiście wyglądają na niezwykłe, to niektóre z nich wydawały mi się po prostu zbiegami okoliczności, chociaż — przyznaję — dość ciekawymi. Może ja tak odbieram książkę, ponieważ mówi o rzeczach, które mnie w większości przypadków nie zaskoczyły. Niewykluczone, że dla kogoś innego będzie jedną z tych lektur, która zmieni jego podejście do życia (i śmierci), ale w moim przypadku tak się nie stało. Mimo to wcale nie żałuję czasu spędzonego na czytaniu Śladu na lustrze, bo jednak upłynął z przyjemnością.
Jeśli szukacie książki, którą możecie poczytać dla relaksu, ciekawostki lub takiej, która pomoże Wam rozwiać jakieś wątpliwości lub pomóc zaleczyć rany, możecie bez wahania sięgnąć po tą.
Isleen

Komentarze

  1. U mnie już dawno temu była ta pozycja, i z jednej strony jest dobra i wciągająca, ale pamietam, że czegoś mi w niej brakowało :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tak teraz myślę, że książka jednak nie rozwinęła do końca potencjału. Chociaż z drugiej strony trudno powiedzieć, jak można ją jeszcze ulepszyć.

      Usuń
  2. Gdy przeczytałam pierwsze akapity twojej recenzji byłam... bardzo zachęcona, ale skoro nie ma w niej czegoś więcej to czuje się trochę zniechęcona, ale nie na tyle, aby "Ślad na lustrze"sobie odpuścić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj :) Kto wie, może to właśnie dla Ciebie będzie coś przełomowego?

      Usuń
  3. Wiesz co, mam wrażenie, że jednak nie jestem targetem. Zawsze interesowały mnie zjawiska paranormalne - ale bardziej pod kątem nawiedzeń, grozy, a nie samego w sobie życia po śmierci. Od kiedy definitywnie pożegnałam się z wiarą, ten temat również przestał mnie ciekawić i siłą rzeczy dotyczyć. Ale będę pamiętać o tym tytule - znalazłabym kilka osób, które ucieszyłyby się z takiego prezentu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Durham zahacza w swojej książce mimochodem też o inne zjawiska, takie jak telepatia, telekineza itp. Ale wiele się nie dowiemy. W sumie według mnie nie traci się nic na przeczytaniu tej książki, bo jest po prostu przyjemna, ale mam wrażenie też, że raczej nic szczególnego się nie zyskuje (a przynajmniej ja nie zyskałam, chyba, że po prostu teraz tego nie widzę). A na prezent jak najbardziej się nadaje :)

      Usuń
  4. Ogromnie intryguje mnie tematyka, którą porusza ta książka. Zawsze z wielką chęcią i zainteresowaniem czytam takie pozycje i oglądam filmy, więc powiem Ci.. że jak najbardziej jestem za aby dać jej szansę :)
    Dziękuję za podsunięcie tytułu!
    Pozdrawiam cieplutko, Skryta Książka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że znalazłaś tu coś dla siebie. Mam nadzieję, że lektura będzie dla Ciebie zadowalająca. :)

      Usuń
  5. W wolnej chwili chętnie po nią sięgnę, lubię czasem zagłębić się w takie tematy. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja sobie ten tytuł zapisze, bo to moje klimaty. ;) Co do naukowców - wielu z nich ma kręćka na jakiś temat i szuka wszędzie (dosłownie) i to właśnie definiuje dobrego fizyka, dokładnie tak jak napisałaś otwarty umysł. Bo natchnienie/rozwiązanie można znaleźć wszędzie mimo, że często same rozwiązania nie są paranormalne, ale szukanie ich w sferze abstrakcyjnej często pozwala spojrzeć na problem inaczej, szerzej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że książka Ci się spodoba :)
      Pewnie oni wszyscy dochodzą do zwykłego rozwiązania niezwykłego problemu, ale to i tak bardzo ciekawe :)

      Usuń
  7. Hm. Nie jestem ogromną fanką zjawisk paranormalnych, naukowe podejście do sprawy też mnie niezbyt zachęca. Nie zaprzeczam, że brzmi to ciekawie... Ale to chyba nie moje klimaty. Poza tym pisałaś, że ksiąźka nie rozwinęła w pełni potencjału - więc raczej sobie odpuszczę, chyba że wpadnie mi w ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka nie męczy, nie wkurza, ale też nie jest chyba czymś, co koniecznie trzeba przeczytać ;) Taka o lekturka, dobra na nudę.

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie. :) Każdy komentarz satysfakcjonuje.

Pamiętaj jednak, że natychmiast usuwam spam i wszelkie wypowiedzi naruszające zasady netykiety.

Popularne posty