„Ślad na lustrze”. Dowód na istnienie życia po śmierci?
Wielu
ludzi wierzy, że śmierć to nie koniec i po niej następuje po prostu inny rodzaj
życia. Równie wielu znajdzie się takich, którzy uważają, że świadomość
przestaje istnieć wraz z zatrzymaniem funkcji życiowych ciała. Niektórzy
twierdzą, że na świecie istnieją pewne formy magii, niezgodne z zasadami
znanej nam fizyki lub że są po prostu takie rzeczy, których nigdy nie będziemy
w stanie wytłumaczyć. A ilu ludzi wierzy w to, że duchy naszych zmarłych bliskich
potrafią przenikać do naszego świata i się z nami kontaktować?

Dla mnie, jako
osoby wierzącej, niczym zaskakującym wydaje się to, że Max najwyraźniej
rzeczywiście zamieszkuje teraz jakiś inny wszechświat/wymiar/rzeczywistość,
jakkolwiek to miejsce nazwać. Również jako katoliczka wierzę, że zmarli mają
jakiś, pośredni lub nie, wpływ na to, co dzieje się u nas — inaczej nie
mogłabym uznać wstawiennictwa świętych. Również przytaczane przez autorkę
informacje o osobach, które donoszą o przeżyciach z pogranicza śmierci w czasie
śmierci klinicznej, nie były dla mnie tajemnicą. Tak więc, gdy czytałam książkę
na samym początku, nie sądziłam, że pojawi się w niej nieznana mi wcześniej
informacja lub zjawisko. Również w moim otoczeniu krążą różne opowieści o
duchach — sąsiad ponoć widział zmarłego dziadka na klatce schodowej, podobno
też sam dziadek od czasu do czasu odwiedza różnych członków mojej rodziny w
snach, a jakiś czas temu pewna rodzina nagle wyniosła się z bloku na moim
osiedlu twierdząc, że w ich mieszkaniu pojawia się duch zmarłej staruszki,
która kiedyś w nim mieszkała. Ja osobiście nigdy nie miałam styczności z czymś
podobnym, jednak powiedzmy, że temat nie jest mi całkiem obcy.
Gdy byłam już
pewna, że Durham nie zdoła mnie niczym zaskoczyć, oczywiście jej się udało. Ale
nie wnioskiem, że życie pozagrobowe musi istnieć, gdyż to już wiedziałam.
Najbardziej zdziwił mnie obecny stan wiedzy naukowej na temat zjawisk
paranormalnych. Autorka, w celu zrozumienia tego, co jej się przytrafia,
odszukuje przeróżnych ludzi i z nimi rozmawia — od wróżek i ezoteryków po
fizyków rakietowych i kwantowych. Wiedzieliście na przykład, że wielu
szanowanych naukowców ryzykuje karierą, aby badać i wyjaśniać zjawiska
paranormalne? Albo że niejeden z nich uważa, że znane nam prawa fizyki wcale
nie negują ich występowania i że da się potwierdzić naukowo ich prawdziwość?
Nie są to wcale typy szalonych naukowców lub chorych na mózgu mistyków, ale osób
o otwartych umysłach, o rzetelnej wiedzy i prowadzących rzetelne badania;
dostrzegające luki w rozumowaniu większości współczesnych uczonych i nie
bojące się płynąć pod prąd w celu ich wypełnienia. Głównie z tego powodu
lektura Śladu na lustrze była dla
mnie interesująca.
Durham wplata to
wszystko w jedną wielką opowieść, w której często przewijają się wątki z jej
osobistego życia. Początkowo sądziłam, że niepotrzebnie. Jedynym, czego od
lektury oczekiwałam, był opis jej doświadczeń związanych z duchem Maxa i prób
zrozumienia tego, co dzieje się wokół. Po przemyśleniu jednak zrozumiałam, że
osadzenie tego wszystkiego w kontekście biograficznym jest dla książki ważne z
kilku powodów.
Po pierwsze, sam
fakt, iż autorka pokrótce opisuje swoje życie, otoczenie oraz osoby, które
miały lub mają dla niej największe znaczenie, dodaje książce, jak i samej Janis
wiarygodności. Wiemy dzięki temu między innymi, że nie należy ona do osób,
które są skłonne uwierzyć we wszystko co usłyszą lub zobaczą. Wręcz przeciwnie.
Janis to ktoś, kto twardo stąpa po ziemi. Ma w nawyku kwestionować i przyjmować
postawę sceptyczną, ale zarazem dysponuje otwartym umysłem, który nie pozwala
jej na wysnuwanie pochopnych wniosków lub odrzucanie jakichś opcji tylko
dlatego, że wydają się niewiarygodne. Potrafi patrzeć na świat z wielu
perspektyw i akceptować cudze spojrzenie. Poza tym, abstrahując od tego
wszystkiego, podziwiam ją za to, jak świetnie sobie poradziła po śmierci
ukochanego.
Inną zaletą
umieszczenia tej opowieści w ramach historii życia jest to, że autorka opisuje,
jak jej poszukiwania (bo dość trudno jednak nazwać je „badaniami”), wpłynęły na
jej postrzeganie rzeczywistości. Janis pragnie podzielić się ze światem czymś,
czego sama się dzięki temu wszystkiemu nauczyła. A większość z nas rzeczywiście
mogłoby coś z jej doświadczeń wynieść. Fascynujące, jak rosła w niej wiara w
życie po śmierci i że osiągnęła ona w końcu ten pułap, na którym jest całkiem
niezachwiana i mocna. Janis jest przekonana o istnieniu pośmiertnego świata, co
pozwoliło jej się pogodzić ze śmiercią męża i teraz już tylko oczekiwać na
ponowne spotkanie z nim. Na pewno każdy z nas, kto kogoś stracił, chciałby
mieć tak dużą pewność, że śmierć to nie koniec; być tego tak pewnym, że
potrafić pożegnać się ze zmarłym bliskim jakby tylko na kilka dni, a nie
wieczność.
Uważam więc za
możliwe, aby ta książka chociaż trochę mogła pocieszyć kogoś, kto sam zmaga się
ze stratą ukochanej osoby, albo z samą tego perspektywą.
Oczywiście, to
wszystko przyszło Janis z czasem. Wcale nie uporała się z tym wszystkim od
razu, ale ważne jest to, że jej się to udało i to w taki sposób.
Publikację
wzbogacają fotografie — zarówno te z rodzinnego albumu autorki, jak i zdjęcia
śladu dłoni na lustrze i innych zaobserwowanych przez nią zjawisk.
Trochę
przeszkadzał mi sztywny styl, w jakim Janis Heaphy Durham napisała swoją książkę.
Tekst jest dość suchy, poprawny i nieliteracki, chociaż pojawiają się w nim
elementy typowe dla powieści (dialogi, opisy itp). Rozumiem jednak to, że
autorka wcale nie jest prozaikiem, a i Śladowi
na lustrze bliżej do literatury faktu niż beletrystyki — jednak Durham
sięga po zabiegi literackie, więc skoro tak, to mogła swój tekst trochę przynajmniej uplastycznić. Mimo wszystko im
dłużej czytałam, tym mniej rzucało mi się to w oczy. Trzeba jednak przyznać, że
pod względem poprawności jest naprawdę dobrze, dzięki czemu brak pewnego polotu
artystycznego nie mierzi aż tak.
Ale czy w Śladzie na lustrze jest coś więcej?
Raczej nie. Nie mogę powiedzieć, aby to była pozycja, która szczególnie zapadła
mi w pamięć. Ciekawa bohaterka jak i jej rozwój oraz wzmianki o akademickim
podejściu do poruszanego tematu były wszystkim, co książka mi mogła zaoferować.
Dla mnie to bardziej ciekawostka niż coś, co szczególnie mnie poruszyło lub
zainspirowało. Z pewnością Ślad na
lustrze jest ciekawą lekturą, ale nic poza tym. Czyta się go przyjemnie i
nawet z zainteresowaniem. To świetna pozycja na relaksujące wieczory przy
kominku i herbacie lub do poduszki, nawet mimo wcale nie łatwej tematyki. Ale
raczej nie ma co oczekiwać jakichś gruszek na wierzbie czy gromów z jasnego
nieba. W dodatku, chociaż niektóre zjawiska, jakie autorka opisuje rzeczywiście
wyglądają na niezwykłe, to niektóre z nich wydawały mi się po prostu zbiegami
okoliczności, chociaż — przyznaję — dość ciekawymi. Może ja tak odbieram
książkę, ponieważ mówi o rzeczach, które mnie w większości przypadków nie
zaskoczyły. Niewykluczone, że dla kogoś innego będzie jedną z tych lektur,
która zmieni jego podejście do życia (i śmierci), ale w moim przypadku tak się
nie stało. Mimo to wcale nie żałuję czasu spędzonego na czytaniu Śladu na lustrze, bo jednak upłynął z
przyjemnością.
Jeśli szukacie
książki, którą możecie poczytać dla relaksu, ciekawostki lub takiej, która
pomoże Wam rozwiać jakieś wątpliwości lub pomóc zaleczyć rany, możecie bez
wahania sięgnąć po tą.
Isleen
U mnie już dawno temu była ta pozycja, i z jednej strony jest dobra i wciągająca, ale pamietam, że czegoś mi w niej brakowało :/
OdpowiedzUsuńNo właśnie tak teraz myślę, że książka jednak nie rozwinęła do końca potencjału. Chociaż z drugiej strony trudno powiedzieć, jak można ją jeszcze ulepszyć.
UsuńGdy przeczytałam pierwsze akapity twojej recenzji byłam... bardzo zachęcona, ale skoro nie ma w niej czegoś więcej to czuje się trochę zniechęcona, ale nie na tyle, aby "Ślad na lustrze"sobie odpuścić :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytaj :) Kto wie, może to właśnie dla Ciebie będzie coś przełomowego?
UsuńWiesz co, mam wrażenie, że jednak nie jestem targetem. Zawsze interesowały mnie zjawiska paranormalne - ale bardziej pod kątem nawiedzeń, grozy, a nie samego w sobie życia po śmierci. Od kiedy definitywnie pożegnałam się z wiarą, ten temat również przestał mnie ciekawić i siłą rzeczy dotyczyć. Ale będę pamiętać o tym tytule - znalazłabym kilka osób, które ucieszyłyby się z takiego prezentu :)
OdpowiedzUsuńDurham zahacza w swojej książce mimochodem też o inne zjawiska, takie jak telepatia, telekineza itp. Ale wiele się nie dowiemy. W sumie według mnie nie traci się nic na przeczytaniu tej książki, bo jest po prostu przyjemna, ale mam wrażenie też, że raczej nic szczególnego się nie zyskuje (a przynajmniej ja nie zyskałam, chyba, że po prostu teraz tego nie widzę). A na prezent jak najbardziej się nadaje :)
UsuńOgromnie intryguje mnie tematyka, którą porusza ta książka. Zawsze z wielką chęcią i zainteresowaniem czytam takie pozycje i oglądam filmy, więc powiem Ci.. że jak najbardziej jestem za aby dać jej szansę :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za podsunięcie tytułu!
Pozdrawiam cieplutko, Skryta Książka
Bardzo się cieszę, że znalazłaś tu coś dla siebie. Mam nadzieję, że lektura będzie dla Ciebie zadowalająca. :)
UsuńW wolnej chwili chętnie po nią sięgnę, lubię czasem zagłębić się w takie tematy. :)
OdpowiedzUsuńBookendorfina
Miłej lektury :)
UsuńJa sobie ten tytuł zapisze, bo to moje klimaty. ;) Co do naukowców - wielu z nich ma kręćka na jakiś temat i szuka wszędzie (dosłownie) i to właśnie definiuje dobrego fizyka, dokładnie tak jak napisałaś otwarty umysł. Bo natchnienie/rozwiązanie można znaleźć wszędzie mimo, że często same rozwiązania nie są paranormalne, ale szukanie ich w sferze abstrakcyjnej często pozwala spojrzeć na problem inaczej, szerzej! :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że książka Ci się spodoba :)
UsuńPewnie oni wszyscy dochodzą do zwykłego rozwiązania niezwykłego problemu, ale to i tak bardzo ciekawe :)
Hm. Nie jestem ogromną fanką zjawisk paranormalnych, naukowe podejście do sprawy też mnie niezbyt zachęca. Nie zaprzeczam, że brzmi to ciekawie... Ale to chyba nie moje klimaty. Poza tym pisałaś, że ksiąźka nie rozwinęła w pełni potencjału - więc raczej sobie odpuszczę, chyba że wpadnie mi w ręce ;)
OdpowiedzUsuńKsiążka nie męczy, nie wkurza, ale też nie jest chyba czymś, co koniecznie trzeba przeczytać ;) Taka o lekturka, dobra na nudę.
Usuń