Gdy mutanci się starzeją. „Logan: Wolverine”.
„Logan:
Wolverine” wieńczy filmową trylogię o jednym z najbardziej rozpoznawalnych
bohaterów Marvela. Do kina szłam z myślą, że ten film albo mnie zachwyci, albo
będzie bardzo kiepski. Z jakimi
wrażeniami wyszłam z seansu? Cóż, z pewnością nie spodziewałam się odczuć,
które zafundowała mi ta produkcja.
Akcja
najnowszego filmu o Wolverinie rozgrywa się w przyszłości, chociaż niedalekiej.
Nastąpił zmierzch ery mutantów. Zostało ich na świecie bardzo niewielu, w
dodatku nie rodzą się nowi. Logan starzeje się i jego zdolność do regeneracji
spada. Zarabia jako szofer, co ledwo pozwala mu utrzymać siebie oraz, pod
względem cielesnym, jeszcze bardziej posuniętego w latach doktora Xaviera.
Pewnego dnia spotyka Meksykankę, która błaga go o pomoc w ochronie małej
mutantki Laury, której grozi niebezpieczeństwo. Chociaż z niechęcią, Rosomak
staje się nowym opiekunem dziewczynki.

W porównaniu z
innymi filmami ze świata X-manów, Logan: Wolverine wydaje się wybitny.
Przede wszystkim jest o wiele dojrzalszy i prawdziwszy od pozostałych filmów z
serii, zarówno tych opowiadających o samym Loganie, jak i o uczniach Xaviera. Porusza
wiele trudnych, a dla młodej widowni często jeszcze dość odległych tematów.
Jednocześnie jest o wiele bardziej brutalny. W innych filmach o Wolverinie
co prawda również nie brakowało przemocy, jednak jeszcze nigdy nie ukazywano
jej tak dużo i w tak dosadny sposób (niewiele w tym przypadku brakuje do Deadpoola). Ale chociaż ekran wydaje się
ani na chwilę nie przestawać spływać krwią, sama egzystencja naszego bohatera jak
zwykle nie została pokazana zbyt różowo, a fabuła wkracza w tematy wręcz
fundamentalne. Nieśmiało zaczyna się też łamać pewne tabu związane z kulturowym
postrzeganiem dziecka, przy czym mam na myśli głównie wcześniej wspomniane
pozbawienie go niewinności, a nawet zadawanie mu dotkliwych ran, czego
twórcy filmów o umiarkowanym czy często nawet dość wysokim stopniu przemocy
zazwyczaj starają się unikać. Zwykle, jeśli dziecko mocno się rani, raczej nie
pokazuje się samego tego aktu.
Wizja
niedalekiej przyszłości, jaką zaprezentowano w filmie, wydaje mi się bardzo
zdroworozsądkowa i prawdopodobna. Twórcy, zamiast tworzyć stricte futurystyczny
obraz rzeczywistości, jak dla mnie podeszli do tematu z dużą rozwagą. Odpuścili
sobie kreowanie na siłę nie wiadomo jak rozwiniętej, kosmicznej technologii,
która w rzeczywistości miałaby szansę ziścić się najpewniej w dużo późniejszym
okresie, niż ten, w którym rozgrywa się akcja Logana. Zamiast tego, co najbardziej prawdopodobne, rozszerzono
znaną nam dziś technikę na różne aspekty życia — np. w jednej ze scen możemy
zauważyć, że w windzie znajduje się ekran dotykowy zamiast zwykłych przycisków.
Nie sposób nie
wspomnieć o bardzo dobrze wykreowanych bohaterach o znakomicie opracowanej
psychologii (a przynajmniej w większości przypadków). Świetnie oczywiście
wypada Logan, jak i wcielający się w niego sam Hugh Jackman. Jak zwykle
też bardzo podobała mi się postać doktora Xaviera, która wzbudza ogromną
sympatię. Laura również została pod względem psychologicznym zbudowana chyba
najlepiej, jak się dało, chociaż nie jest to materiał na bohaterkę. Wprawdzie
jej konstrukcja nie budzi zastrzeżeń, ale to zwyczajnie nie ten typ postaci,
który wzbudza w odbiorcy jakąś sympatię czy chęć bliższego poznania jej. Po prostu
nie nadaje się na np. główną bohaterkę, postać-symbol (którym jest właśnie
Wolverine) czy w ogóle kogoś, kogo perypetie by nas obchodziły. A
przynajmniej nie w tego typu narracji. Niestety, w kinie superbohaterskim nie
ma miejsca na takie kreacje, ale przecież to i tak nie ona jest gwiazdą tej
produkcji, lecz ci dwaj wymienieni powyżej. Dodam tylko, że podobało mi się to,
że mimo przejść, jakie do tej pory miała Laura, wciąż jest i chce być zwykłym,
beztroskim dzieckiem. To dodaje jej autentyczności.
Niestety, nie
wszystko w Logan: Wolverine było
idealnie. Jest to oczywiście dobry film, ale głównie dlatego, że został oparty
na powtarzalnych, choć na sprawdzonych i po prostu dobrych środkach, które, czy
tego chcemy, czy nie, dodają mu pewnych walorów. Główny problem tego filmu
stanowi jednak to, że jest w wielu momentach po prostu do bólu przewidywalny.
Dla kogoś, kto oglądał poprzednie części z tej serii wiele ważnych momentów w
fabule po prostu nie będzie zaskakujących ani zagadkowych. Można co najwyżej
czekać na to, co wiemy, że i tak się stanie i jedyne, czego musimy się tylko
przekonać, to kiedy i w jaki sposób. Logan
bardzo powiela pewien schemat fabularny z poprzednich części, prawie tak samo,
choć może nie aż tak mocno jak Przebudzenie
Mocy które okazało się jednym wielkim odtworzeniem Nowej Nadziei.
Dodatkowym
minusem jest to, że Logan obchodzi
się z widzem, a w szczególności z fanem bardzo sadystycznie. Zupełnie
niepotrzebnie moim zdaniem psuje się pewne wypracowane przez tyle filmów i
komiksów z serii symbole. Symbole, których nie powinno się w żaden sposób
profanować, uśmiercać, kwestionować czy w jakiś sposób zmieniać. To właśnie
między innymi one nadają serii swoistych cech, klimatu i uroku i z samego
szacunku do uczuć, jakie budzą w fanach, powinno się je zostawić w spokoju tak
jak są. Napisałabym na ten temat więcej, jednak nie chcę Wam spoilować — ale
przynajmniej to jakiś pomysł na zupełnie osobny artykuł. W każdym razie,
chociaż uważam się bardziej za sympatyka niż fankę X-manów, nawet mnie niektóre rzeczy, które dzieją się w trakcie
fabuły lub o których choćby się tylko wspomina, wywołały zwykły niesmak. Zdarza
mi się słyszeć wypowiedzi, że dobra historia musi w jakiś sposób uderzać i
boleć, jednak jestem w stanie to zrozumieć, jeśli to rzeczywiście ma czemuś
służyć. Tutaj jednak, poza oczywiście tym marketingowym, dobrego uzasadnienia
dla niektórych rzeczy po prostu brak. Szacunek do fana, który ogromnie cenię u
twórców utworów, które są uwielbiane przez całe pokolenia miłośników, przegrał
tu niestety z kwestiami ściśle pragmatycznymi i finansowymi. Wcale się nie
dziwię fanom, którzy wyszli z seansu bardziej rozczarowani niż poruszeni.
Zakończenie
filmu również pozostawia wiele do życzenia. Poza tym, że właściwie od początku
jest przewidywalne, to jeszcze straszliwie banalnie ujęte i wbrew całej wymowie
tej historii, wydawało mi się pod pewnym względem przesłodzone i infantylne (sic!).
Dorzućmy do tego jeszcze słabą metaforę jakby twórcy zwracali się do widowni w
wieku lat dziesięciu plus naprawdę banalną puentę dosłownie z westernu i
całą głębszą warstwę filmu nagle szlag trafia. Koniec Logana jest tak słaby, że zęby bolą, zwłaszcza, że mamy w nim do
czynienia z wydarzeniem przełomowym dla uniwersum — tutaj sprofanowanym przez
stetryczały schemat i zaznaczenie zapoczątkowania relacji, która za Chiny nie
miała prawa się pojawić, a przynajmniej jeszcze jest na nią stanowczo za
wcześnie. Gdyby Jyn Erso i Cassian Andor pocałowali się na końcu Łotra 1, wyglądałoby to mniej więcej tak
samo źle.
Czuję się
zaskoczona tym, z czym zostawił mnie Logan:
Wolverine, ponieważ mimo dość poważnych wad, nie mogę powiedzieć, że to zły
film. Trzyma w napięciu, fabuła mknie i w końcu jest dojrzalsza. Na tle
pozostałych jest dużym krokiem milowym. Bardzo jednak przeszkadzają mi liczne
ALE, które nie pozwoliły mi w pełni cieszyć się seansem. To i tak najlepszy
film z serii o Wolverinie, a jednak jest irytująco niedoskonały. I to w taki
sposób, że kilka jego słabych stron bardzo przysłania te mocne, chociaż wcale
nie powinno się o nich zapominać.
Isleen
Nigdy nie zagłębiałam się w uniwersum Marvela, choć mam na to ochotę :) Widziałam filmy o Wolverinie dawno temu i mimo nie do końca satysfakcjonującej ostatniej części chętnie je sobie odświeżę :)
OdpowiedzUsuńJeśli nie jesteś fanką, film nie powinien zrobić Ci dużej krzywdy :) Mimo wszystko warto.
UsuńFilmu nie obejrzę, i to nawet nie ze względu na zastrzeżenia, ktore do niego mialaś, po prostu nie trafia w mój gust. Dobrze, że mimo wszystko nie zawiódł Cię i uznajesz go za dobry.
OdpowiedzUsuńChyba dawno mnie tu nie było bo widzę zmiany, tak wiosennie!:)
Rozumiem. :) Chyba mimo wszystko wiele nie stracisz.
UsuńMoże kiedyś przy okazji natrafię na ten film, co prawda nie moje klimaty, ale zawsze to jakaś rozrywka na zapełnienie wieczoru, kiedy potrzebna chwila oddechu. :)
OdpowiedzUsuńBookendorfina
Jeśli będziesz mieć okazję, to miłego seansu :)
UsuńMam go w planach. Uwielbiam Wolverina. Mam nadzieję, że nie zwiodę się na filmie.
OdpowiedzUsuńOby film Ci się spodobał! :)
Usuń